J.F. Klima

J.F. Klima

Udostępnij

Dane kontaktowe, mapa i wskazówki, formularz kontaktowy, godziny otwarcia, usługi, oceny, zdjęcia, filmy i ogłoszenia od J.F. Klima, Autor, Czerska 8/10, Warsaw.

11/12/2023

No zajebiste te "cukierki"

Drogie jak jasna cholera (refundacja leków na ADHD w Polsce przysługuje tylko do 18 roku życia, bo przecież "z tego się wyrasta")

Niedostępne obecnie w wielu aptekach (sytuacja z brakami w hurtowniach trwa już od bodajże 2 lat, osobiście mam szczęście, bo przyjmuję bardziej dostępną na rynku dawkę 20mg o zmodyfikowanym uwalnianiu i mieszkam w dużym mieście, gdzie mogę sobie pozwolić na road trip po aptekach kiedy w pierwszej, drugiej, a czasami nawet i trzeciej nie ma moich leków)

Po prostu nic, tylko nadużywać.

Fajnie tak wrzucić ludzi leczących się do jednego wora z tymi, którzy wykorzystują leki niezgodnie z przeznaczeniem i w niekontrolowanych dawkach?

Czy ludzie nadużywają leków? Jak najbardziej.
Parę już lat temu bardzo głośno było o e-sportowcach dopingujących się Adderallem.
Sportowcy potrafią też nadużywać beta-blokerów i diuretyków.
Rozumiem, że chorujący na nadciśnienie tętnicze czy zmagający się z niewydolnością nerek również "łyka leki jak cukierki"?

Przestańcie obwiniać ludzi leczących się w sposób odpowiedzialny za ekscesy tych, którzy nadużywają tych samych leków w sposób niekontrolowany, nieodpowiedzialny i nie mając ku temu stosowaniu żadnych przesłanek medycznych.

Od lat staram się zachowywać niebywałą wręcz ostrożność przy stosowaniu jakichkolwiek leków.
Co pewnie w tym kraju niespotykane, NIGDY nie spożywałem alkoholu będąc na jakichkolwiek lekach z obawy przed potencjalną interakcją.
Ale oczywiście przecież zupełnie niczym nie różnie się od korposzczura, który załatwił sobie lewą receptę na stymulanty, żeby wzorowo wypełniać założenia kultury zapierdolu, zupełnie niczym.

Ja rozumiem Gazeta Wyborcza, że w dzisiejszych czasach walka o klikalność artykułów jest zacięta, ale miejcie jakieś granice przyzwoitości...

Trochę rzetelnych źródeł online:
https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC4147667/
https://www.additudemag.com/adhd-stimulant-medication-addiction-side-effects/

27/11/2023

"On the absurd reality of striving for ones health and wellbeing in an inherently unhealthy society"

The thing I've come to realize more and more, as I went through the process of therapy and getting to know myself, my feelings and my needs, is how weirdly ill suited society is to accommodating people who know their limits and care about their health.
By no means do I want to focus solely on the mental, as (sadly) often the physical one remains just as much ignored in our day-to-day.

We've grown accustomed to the ever-present and crushing disregard for ones health in the workplace.
A thing made even more peculiar by the fact, that having recently gone through a Global Pandemic, we seem to have learned nothing from it.
We urged people to while simultaneously ignoring the fact, that some people just couldn't, for they were faced with reality of a supervisor breathing down their neck
They knew that taking a leave when experiencing symptoms of cold could very well cost them their job.
What seems even more absurd to me, is the prevalence of such pressure in industries that are by no means crucial to the functioning of society.
I get that a doctor or a nurse not showing up to work might very well cost someone their life (that said I'd like to believe that no healthcare provider feels the pressure to come into work sick, as it's simply a splendid way to infect a whole bunch of people at once).
Yet, if you work, for example, as a retail worker, I sincerely believe that nobody is going to die, due to having to wait a wee bit longer in that queue.
By that, I mean that it should fall to the management to employ enough workers to account for the fact that some of them can and will eventually get sick. Call in substitutes, pay the overtime, just don't blame the employee for simply being human.

It is beyond puzzling to me, that in our current reality we've become so obsessed with meeting even the most insignificant deadlines.
We've grown impatient as a society, we want everything ASAP and we take no excuses.
Honestly who cares if a game release is going to get pushed back? If a blockbuster opening weekend is going to happen a wee bit later? Shouldn't we expect some things in life to simply "be ready, when they're ready"?

I can't even begin to comprehend in what way a customer that got sneezed or coughed on is better than one that had to wait a bit longer due to staff shortages.

We're running in an inhuman pace, relying on caffeine, Ibuprofenum and/or Paracetamolum for sustenance without even stopping to think whether some of our issues are simply caused by the environment we're living in.

In 20th century we chain smoked believing that "a cig a day keeps a doctor away".
Even earlier, some of us, lived in industrial areas filled with soot, which slowly, but steadily, filled their lungs.
We addressed those issues, we've grown and we've changed our reality.
Yet now I somewhat feel that we've let our guard down, we've become content in our apathy, in claiming that all politicians lie and all employers are there to exploit us.
Instead of requesting a change, we're content in coming back home, complaining that everything sucks and getting patted on the back by (if we're lucky) a significant other or (if we're not) a bunch of strangers on the internet.

We're doing everything to distract ourselves from what is wrong, to l**e our metaphorical as****es before getting fu**ed, instead of firmly stating that "No way Jose" and either our (citizens/workers) needs are going to start getting met or you (a politician/employer) are going to have to jerk it in a corner yourself.

I know it's wishful thinking, as we've let the idea of workers uniting in an attempt of bringing some change be relegated to the pages of history, and most employers these days can just shamelessly say "I've got ten immigrants waiting to take your place" and they're sadly not wrong in that claim.

I've got honestly no idea how to get us as a society out of this mess, but I think it's high time we talked about it.

24/11/2023

Post o różowych płomieniach i byczkach, bynajmniej nie Fernando

"Biuro, Siłownia, Klub" - Grzegorz Brązowy, 2015 (millenializowane)

Spotykam się czasami wśród znajomych z głosami mocno krytycznymi wobec kapitalizmu.
O ile daleko mi do uznania tegoż systemu ekonomicznego za jakieś zło wcielone, powiem więcej, uważam wręcz, że jest to wielce efektywny system redystrybucji dóbr, szczególnie kiedy to jest w pewien sposób (szczególnie względem troski o środowisko i dbania o prawa pracownicze) kontrolowany przez obywateli, to jestem w stanie zrozumieć ich frustrację.

Sądze, że nie wynika ona o tyle bezpośrednio z naszej egzystencji w ramach danego systemu ekonomicznego, co, z idącej niefortunnie w parze z tym, nienasyconym materializmem i rozpadem więzi społecznych.
Uważam szczerze, że o ile kapitalizm jest bardzo sprawnym systemem ekonomicznym, to jest wręcz tragicznym systemem wartości w życiu prywatnym, a niestety jako taki zostaje przez wielu ludzi traktowany.
Pozwoliliśmy sobie wmówić, że człowiek jest przedsiębiorstwem/produktem, a co za tym samym idzie musi dbać o nieprzerwany "rozwój" (chociażby i najbardziej fasadowy), nie może sobie pozwolić na recesję, lub też chociażby zwyczajną stagnację. Nie może sobie pozwolić na rysy na PR-owym szkle, w które chyba nikt z nas już nie wierzy, a jednak wszyscy kontunuujemy tą tragikomiczną rozgrywkę.
Musi więc biec on na, zarówno dosłownej, jak i metaforycznej, bieżni i być jak to śpiewał pewien francuski duet "Harder, Better, Faster, Stronger".

Obserwuję czasami, że rzeczywistość niektórych ludzi ogranicza się pozornie do, za przeproszeniem, zapierdolu w pracy, zapierdolu na siłowni i zapierdolu w życiu prywatnym, a także nawet i rozrywce.
Często dochodziłem ze smutkiem do wniosku, że o ile bardzo cenię sobie granie, czy to w tytuły cyfrowe, czy też te wydrukowane na kawałkach kartonu, to coraz częściej spotykało mnie jakieś osobliwe w moim mniemaniu podejście, że albo grasz turniejowo/ligowo/wykręcasz rangi w sezonie i poświecasz na to praktycznie całą swoją uwagę, albo możesz równie dobrze i nie grać, bo wydawca skupia się właśnie na tej zaciekłej rywalizacji (niewątpliwie dlatego właśnie, że tego oczekuje playerbase, a przynajmniej ten najbardziej słyszalny).

Wracając trochę do wątku rozpadu więzi społecznych.
Niewątpliwym jest, iż wiele z nas przeprowadza się w dzisiejszych czasach niewyobrażalnie częsciej od naszych ojców, matek, dziadków.
Jak dużo z nas faktycznie mieszka gdzieś i wie kto jest ich sąsiadem, wie kto stanowi radę mieszkańców i do kogo zwrócić się, kiedy na klatce wysiądzie światło?
A może najpierw należałoby zapytać, jak dużo z nas nie patrzy na nasze miejsce zamieszkania jako na "stan przejściowy"?

Jak dużo młodych, ale i nie tylko, ludzi wypiera fakt, że niewątpliwie łatwiej jest nam nie iść przez życie samotnie, i nie mówię tu nawet o poszukiwaniu "drugiej połówki", bo człowiek to jednak zwierze stadne?
A skoro mówię już o tych mistycznych "drugich połówkach", wydaje mi się, że, niewątpliwie w pokłosiu plagi jaką w rzeczywistości europejskiej był Romantyzm, uczepiliśmy się osobliwej ideii, że zakochanie i miłość to to samo.
Obecnie otoczeni przez "komedie-romantyczne" i różne permutacje aplikacji randkowych, jesteśmy głęboko przekonani o potrzebie znalezienia "tej jedynej/tego jedynego", zapominając zupełnie o tym, że filmy to nie rzeczywistość, a aplikacja, która zarabia na naszej obecności na niej i chęci znalezienia "miłości", w żaden sposób nie jest realnie finansowo skłaniana do tego, by faktycznie nam w tym pomóc.
Co więcej, desperacja jej użytkowników jest jej wręcz na rękę (przecież za jedyne $22.49 miesięcznie, możesz zobaczyć te wszystkie osoby, które są zainteresowane tobą, mimo że, biorąc pod uwagę podstawy mechaniki "pary", ty jakoś nimi wcześniej nie byłeś, albo z jakiegoś powodu aplikacja nie postanowiła ci tychże osób wyświetlić)

Niby don't hate the player, hate the game, ale jednak, silna pozycja różowego płomyczka na rynku wynika właśnie z tego, że pozwalamy sobie sprzedać to marzenie "konia na białym rycerzu" czy "wierzy zamkniętej w księżniczce".
Pragniemy wszyscy być Hamletem, zamiast parafrazując Fortynbrasa z utworu Z. Herberta zakceptować, że życie, a co za tym idzie wszystkie jego aspekty to trochę taki "projekt kanalizacji i dekret w sprawie prostytutek i żebraków" a to co po nas zostanie nie będzie przedmiotem tragedii.

43 lata później zespół ze Skarżyska-Kamiennej śpiewał:
"Miłość to żaden film w żadnym kinie
Ani róże ani całusy małe, duże.
Ale miłość - kiedy jedno spada w dół,
Drugie ciągnie je ku górze.

A ja niecałe 20 kolejnych lat w przyszłość pozwolę sobie powiedzieć:
"Miłość to nie obcisłe kiecki, ogolone nogi i klata wyrobiona na siłce,
Miłość to pójście po papier do sklepu, kiedy mąż ma sraczkę, kupienie żonie podpasek i zupełna wręcz akceptacja tego, że któreś z was (a najpewniej i oboje) będzie pi*****eć w łóżku po tym podwójnym rollo"

Nauczmy się kochać, a nie zakochiwać.
Nauczmy się pracować, by żyć, a nie, żyć by pracować.
Nauczmy się słuchać kiedy to właśnie nasze własne zdrowie śpiewa nam z tyłu głowy po cichu "Ale zanim pójdę, chciałbym powiedzieć Ci że..."

23/11/2023

Kontynuując moją "nową świecką tradycję" długich wywodów na tym profilu, pozwolę sobie dziś powiedzieć trochę o mojej pozornie paradoksalnej fascynacji Irlandią
Uznaję ją za kraj wysoce zbliżony do Polski, jednakże pozostający na zdecydowanie dalszym etapie rozwiązywania pewnych problemów społecznych wynikających między innymi chociażby z istotnej roli jaką kościół katolicki pełnił i pełni w życiu politycznym obydwu państw.
Nie mógłbym lekceważyć tego, jak ogromną przewagą Irlandii pozostaje fakt, że nigdy nie była ona siłą wcielona do bloku wschodniego, a wręcz przeciwnie korzystała w pełni z dobroci wiążących się z byciem państwem zachodnim w okresie zimnej wojny.
Dlatego też to jej rozwój mógł mieć miejsce, kiedy to nasz pozostawał zahamowany.

Obydwa państwa posiadają potężny problem w swojej relacji z alkoholem (jednakże uważam, że relacja Irlandczyków ma częściej charakter nadmiernej konsumpcji "na wesoło" w przeciwieństwie do polskiej tendencji do spożycia "na smutno", niewątpliwie instytucja pubów odgrywa w tym fenomenie istotną rolę).
Zarówno nasza jak i ich relacja z KK pozostaje specyficzna z racji mocnego sprzężenia tożsamości narodowej w wyznaniem, jednakże w moim mniemaniu Irlandia miała już okazję poczynić kroki w celu uzdrowienia tej relacji, w przeciwieństwie do Polski, która to proces ten dopiero (miejmy nadzieję) rozpoczyna.
Obydwa państwa również zmagały się historycznie z okresami ogromnej emigracji i walką o suwerenność wobec zakusów imperialistycznych sąsiadów.
Niemniej jednak, uważam ponownie, że to Irlandia odniosła w tej walce znacznie bardziej istotny sukces, przede wszystkim, dzięki sprawnym działaniom pierwotnego IRA (nie mylić z Provisional IRA znanym w dużej mierze z wątpliwych moralnie ataków terrorystycznych).
Z perspektywy osoby trzeciej uznaję akceptację rozejmu, który to pozwolił odzyskać Republice samostanowienie na większości obszaru ich prawowitego terytorium, a w okresie późniejszym umożliwił sprawne prowadzenie działalności politycznej agitującej za reunifikacją wyspy na arenie lokalnej i międzynarodowej, za decyzję słuszną, acz kontrowersyjną nie tylko w czasie jej zapadnięcia, ale również zapewne i dziś.

Kultura narodowa Irlandii nacechowana jest także niespotykaną niestety, w moim mniemaniu, u nas, potrzebą tworzenia pieśni nie tyle jedynie agitujących politycznie, ale i również bardzo chwytliwych i nacechowanych wysoką wartością artystyczną.
Pieśni, które to, pomimo niewątpliwego ciosu jakim musiała być dla obywateli Irlandii tranzycja na język okupanta, dzięki tejże tranzycji miały szansę osiągnąć o wiele szersze grono odbiorców i sympatyków ich sprawy narodowościowej.
Asymilacja diaspory Irlandzkiej (niewątpliwie łatwiejsza, ze względu na brak istotnej bariery językowej) chociażby w stanach umożliwiła im przeniknięcie do kultury amerykańskiej, a tym samym także i obecnie międzynarodowej (Halloween pozdrawia).
Nasza zaś tendencja do zamykania się w Poloniach, sprawiła, że cieszymy się jak dziecko w momencie, w którym jakikolwiek obcokrajowiec doceni pierogi (i na tym się niestety najczęściej chęć zrozumienia kultury polskiej kończy). Trudno mi jednak ich winić, albowiem Polska, w moim skromnym mniemaniu, katastrofalnie wręcz nie dba o swój "PR" na arenie międzynarodowej. Opór Polaków przed nauką angielskiego jest też niewątpliwą częścią składową tego fenomenu.

W kontekście moich osobistych planów/marzeń emigracyjnych pozostaję świadomy, że pomimo, iż przeprowadzka tam wiązałaby się z dalszą egzystencją w kraju o większości katolickiej, to państwo to doświadczyło na przełomie ostatnich dekad, znaczących zmian, które to chociażby poprawiły w nim niezmiernie sytuację osób nieheteronormatywnych i częściowo przynajmniej rozpoczęły proces rozliczeń KK z ich zbrodni (bo wykorzystywania małoletnich przez członków tejże organizacji i przymykania na to oka przez ich zwierzchników inaczej nazwać nie można)
Osobiście uważam, że Irlandia pozostaje w pewnych aspektach swoistym modelem dla Polski i żywię najszczerszą nadzieję, że dożyję czasów kiedy to i u nas takie zmiany będą mogły mieć miejsce.

Dodatkowo warto nadmienić, iż aspekty kulturowej bliskości mają też charakter ułatwiający asymilację.
Nie wątpię w to, że pomimo wysokiego stopnia mojej osobistej świeckości, u pewnych z moich przekonań leżą naleciałości kulturowe związane z dorastaniem w państwie z obszaru, którego kulturę niepodważalnie kształtowała relacja z Watykanem, chrześcijaństwem, a także innymi sąsiedzkimi odłamami tegoż wyznania.

Osobiście jestem zdania, że relacje te, jakże ważne chociażby w okresie średniowiecznym, wraz z rozwojem społeczeństwa winny stracić na istotności i ustąpić miejsca pogłębionej refleksji natury humanistycznej nad aspektami moralności i pewnych zwyczajnych codziennych praktyk, traktując religię nie jako prawo objawione (wiem, że samo to stwierdzenie dla wielu nosi już znamiono herezji) ale jako pewien system wartości, z którego to prawo mamy czerpać i poddawać go sumiennej analizie.
Dlatego też znalezienie wspólnego języka z innymi agnostykami wychowanymi w rzeczywistości zbliżonej do mojej może być prostsze, niż chociażby z agnostykami czeskimi, którzy to w znaczącym stopniu kulturowo pozbawili się wpływów kościelnych już w zamierzchłych czasach.
W żadnym stopniu nie umniejszając tu Czechom, których to szacunek dla wolnego czasu, otwartość na tematy seksualne, apetyt na wysokokaloryczne, acz przepyszne, dania, a także wkład w środkowo-europejską twórczość z zakresu animacji adresowanej dla najmłodszych niezmiernie szanuję.

TL;DR
"Óró sé do bheatha 'bhaile"
Kochajmy smażony ser.
Szczerze trzymam kciuki na ukonstytuowanie się w sejmie niefasadowej komisji do spraw pedofili, szczególnie jeśli rozpocznie prace od pochylenia się nad losem wielu dzieci, zarówno tych już dorosłych jak i nie, których sprawy zostawały, a zapewne i nadal niestety pozostają zamiatane pod dywan podczas gdy ksiądz, niewątpliwie często stosujący jedynie pedofilę zastępczą, będąca efektem jego nienaturalnej egzystencji w warunkach odmawiania sobie bliskości fizycznej z innymi osobami dorosłymi, a także najpewniej własnych traumatycznych doświadczeń z seminarium (jestem człowiekiem, który głęboko wierzy, iż mało kto potworem się rodzi, zaś niestety wielu, poprzez traumę, brak jej przepracowania i toksyczne środowisko, finalnie się takowym staje), skacze sobie z parafii do parafii.

19/11/2023

I've recently realized that I started to engage more both on social media and other kinds of forums, and as I've structured a reply to a comment under some random post that just happened to pop into my feed I thought to myself "wait a minute, dude you've got a page for that, might as well do sth with the content drought you're putting it through".
So I guess you can read my reply reposted underneath and if you've got some takes on whether I'm right or wrong about those kinds of thing feel free to let me know.
Hopefully I'm not spewing nonsense in a similar manner to one of our local politicians, who recently fu**ed-up his political campaign right at the finish line by basically claiming "anything goes, let the mothers decide for their daughters" (his own ripe old age did not help one bit with the delivery of this statement)

Either way, here goes nothing:

"I mean age of consent is one thing, but the age gap is a completely separate issue, as in (coming from a person living in a country with the age of consent set on 15, if I'm not mistaken) I've got no problem with two teens getting it on as long as they're both consenting and doing their best to use reasonable means of contraception, as I sincerely believe that no matter how mature one may think they may be, having a child that early is going to seriously mess with both their and the child's life.

That said in most cases a person still undergoing the mandatory educational cycle has way different expectations of what a relationship should be and is still in the process of figuring things out, and I know that two inexperienced people figuring things on their own is also a disaster waiting to happen (I mean helping them figure things out is the role that a family should, but has nowdays mostly failed to provide)
So it's only natural that a person way older than their TEENAGE partner should be put under much more scrutiny by the society, as as much as I'd like to believe that the older partner is able to consensually, maturely and altruistically guide the younger one on their way into adulthood, I'm afraid that in most cases either the younger side ends up getting exploited or the older one (who may in fact still be dealing with lots of their own issues, as Scott was) is faced with a "partnership" that is essentially not a partnership, hopefully not both.

But like to summarize my rant, I sincerely believe that in most cases people should follow the "half your age plus seven" rule, as bigger age gaps are in most cases not a stable basis for a relationship.
And regarding the sexual only relationships I just believe that both parties should be able to be aware of their own needs and wants, and that sadly is a struggle even for some older individuals, mostly due to the circumstances of one's upbringing and the prevalence of taboo in our society."

Star Wars Music Pick Episode VI: Victory Celebration 15/10/2023

Star Wars Music Pick Episode VI: Victory Celebration Hey everyone. Thought I'd do something different before my collection videos. I am going to pick my favorite(s) score from the Star Wars soundtracks (I-VI, T...

Chcesz aby twoja osoba publiczna była na górze listy Osoba Publiczna w Warsaw?
Kliknij tutaj, aby odebrać Sponsorowane Ogłoszenie.

Kategoria

Zespół Kulinarny

Strój

Strona Internetowa

Adres


Czerska 8/10
Warsaw
01-732