Fredro The Times
Fredro The Times - gazeta szkolna klasy IIA Jesteśmy szkolnym tabloidem, naszym głównym mottem jest: NIC NA SERIO!
03/05/2012
HIT NA EURO!
Jarzębina- Koko Euro Spoko HYMN EURO2012 Jarzębina - Koko Euro Spoko - piosenka nominowana dokonkursu na HIT Biało-Czerwonych na EURO 2012 1. Cieszą się Polacy, cieszy Ukraina Że tu dla nas wszystki...
Już za tydzień Studniówka, wysyłamy tam swoich reporterów, czekajcie na relacje i zdjęcia!
19/12/2011
WARIAT W TRAMWAJU:
„Huraa to jedziemy!”. Przełom października/grudnia. Zimno. Każdy czeka na upragniony tramwaj, który jednak nie nadjeżdża. Próbując „przyspieszyć” czas rozmyślam o nużącej mnie rutynie. Po chwili moje myśli diametralnie się zmieniają. A to wszystko za sprawą wesołego wariata, który od tamtej pory dwa razy umilił moją dziesięciominutowa trasę tramwajem do szkoły. Na oko trzydziestoletni mężczyzna przy tuszy. Nie śmierdzi alkoholem, nie ma brudnych ubrań czy włosów. Różni się od „typowych wariatów”, wydaje się normalny. Nosi okulary, w ręku plecak. Za każdym razem spotykam go w tym samym miejscu o tej samej porze – na przystanku tramwajowym Metro Marymont, w stronę centrum rzecz jasna. Nie wiem gdzie wysiada, zawsze go w tym uprzedzam. Za pierwszym razem odeszłam jak najdalej, odwracając wzrok, zresztą jak wszyscy pasażerowie tramwaju. Co chwila jednak dochodziły do mnie jego krzyki „odjazd, stop, ruszamy”. Wybuchy śmiechu wesołego wariata wywoływały u pasażerów różne reakcje. Ja natomiast modliłam się o to, aby jak najszybciej wysiąść. Jednak przed moim ostatnim przystankiem odruchowo spojrzałam mu głęboko w oczy. Uśmiechnął się. Poczułam, że jest samotny.
Ostatnio wesoły wariat wprowadził nastrój świąteczny do tramwaju, trzymając gwiazdę betlejemską i śpiewając nieznane mi dotąd pieśni. Nie wiem czy śpiewał dla ludzi, czy sam dla siebie? To powoduje, że chciałabym kiedyś z nim porozmawiać. Ale czuję ,że nie mam wystarczająco odwagi. Wiem jednak, że muszę podziękować wszystkim wariatom za ich szczerość, pogodny uśmiech na mojej twarzy. Nie mogę doczekać się kolejnego spotkania, ciekawa jestem, co tym razem wesoły wariat wymyśli.
Agata Niedziałkowska
19/12/2011
Nie raz ratował nam życie kanapką, fryteczkami, zapiekankami, babeczką z budyniem i cukrową imitacją koksu, czy też wspomnianym Tymbarkiem prosto ze szklanej butelki.
Co ciekawe statystyki przeprowadzone specjalnie na zlecenie naszej redakcji wykazały, że na jednej przerwie bramy do bufetu potrafi przekroczyć ponad 156 osób!!! ...
19/12/2011
Trwają przygotowania do Studniówki 2012, ale rocznik ’94 nie próżnuje, tylko zaczyna organizować swoją imprezę. Najważniejszą rzeczą jest miejsce i właśnie tu pojawia się problem. Podawane się różne propozycje: od Mc Donalda na Feminie czy bardzo dobrego kebaba na Wileńskim przez Marriott, Sheraton, oraz siedmiogwiazdkowy hotel w Dubaju, na krakowskim Wawelu kończąc. I jak tu wybrać? Taki dylemat mają przedstawiciele klas drugich, którzy próbują udowodnić swoją rację pięściami i nogami. Niejednokrotnie zmieniano ostateczne zdanie – Kebab był już praktycznie zarezerwowany, niestety, w ostatniej chwili ktoś zainteresował się problemami technicznymi, takimi jak możliwością pobrudzenia sukienki sosem czosnkowym oraz brakiem sali dla palących. Jedno jest pewnie: musi być hucznie i z pompą. Potrzebujemy miejsca, didżeja, wykwintnego menu, szampana, sukienek i garniturów z wyższej półki i czerwonego dywanu. Gdy mam do czynienia z takimi dylematami jedynym słusznym rozwiązaniem wydaje się być owy Sheraton. Mimo, iż mamy kryzys, warto zainwestować w takie przedsięwzięcie jak bal maturalny. Studniówkę ma się przecież tylko jeden raz w życiu, więc nasi rodzice winni wspierać nas w każdej naszej decyzji (wziąć kredyt pod hipotekę, bądź opłacić studniówkę z pieniędzy odłożonych na emeryturę – chyba tylko w ten sposób udałoby się sprostać kosztom feralnego Sheratonu). Alternatywą dla znamienitego hotelu jest Pałac Prymasowski, ale tu także zdania są podzielone. Niektórzy uważają, że jest mało reprezentatywny inni że: cyt. „ no super, limuzyna nie będzie miała gdzie zaparkować…” . Podczas dyskusji przedstawicieli z poszczególnych klas robi się naprawdę gorąco. Na wyniki i poważne decyzje mamy jeszcze czas. Z wiadomości zaczerpniętych z Facebook’a dowiedzieliśmy się że klasy II mają zamiar zorganizować ogólnopolskie referendum. Jaki będzie jego wynik? O tym z pewnością usłyszymy!
Mademoiselle
Opowiadanie naszego redakcyjnego kolegi, Kacpra Wali:
Pisarz wyjrzał za okno, zaś na jego twarzy pojawiła się widoczna irytacja.
Zaczynało się ściemniać, tymczasem nigdzie nie było widać śniegu. Cholerny dwudziesty czwarty grudnia, Wigilia Bożego Narodzenia, a białego puchu nigdzie. Nigdzie! Doprowadzało to artystę do szewskiej pasji. Chciało mu się kląć, uderzać ścianę i wrzeszczeć w dzikiej bezradności.
Jak, do diabła, jak miał napisać nowe opowiadanie bez śniegu?!
Generalnie, pomysł był dość lekki, ot, na rozgrzewkę przed feriami świątecznymi, które pozwoliłyby mu na kontynuację większego dzieła. Scena walki, zły gość kontra dobry gość. Początkowo wygrywa ten drugi, ale łotr – będąc realnym łotrem – jest pragmatykiem i sięga po każdy dostępny mu brudny trik, byle tylko zyskać przewagę. Udaje mu się i raptem parę minut później scenariusz odwraca się na dobre: Teraz to protagonista leżał na ziemi, krwawiąc i będąc zdanym na łaskę swego przeciwnika, który z nieukrywaną satysfakcją dobija go celnie wymierzonym pchnięciem w serce. Tutaj potrzebny był pisarzowi śnieg: Chciał porównać go do karmazynowej posoki, która splamiłaby go niczym dobre francuskie wino... Problem polegał na tym, że śniegu, jak na złość nie było.
- Do diabła z tym! - Warknął w końcu artysta po kolejnych trzydziestu myśleniach intensywnego myślenia. - Jeżeli nie mogę otrzymać śniegu... to go stworzę!
Był to eksperyment. Ryzykowny, który mógłby poskutkować zniszczeniem zasad rządzących światem i doprowadzić do jego całkowitej zagłady. Kto wie, co mogłoby się wydarzyć, gdyby artysta zawiódł? Czarna dziura otworzyłaby się w środku Warszawy, wsysając wszystko do swoich trzewi? Deszcz ognia? Powódź? Plaga szarańczy? A może po prostu świat ogarnęłaby ciemność?
No cóż, pisarz nie był zbyt tym przejęty. Potrzebował tego cholernego śniegu. Od tej jednej sceny, od tych paru linijek zależy cały byt jego pracy. Wszystko! Co go tam mogły obchodzić losy świata?
Technika była prosta do użycia: Wystarczyło, że pomyśli on o tym, co chce stworzyć, po czym wypowie odpowiednie słowa zaklęcia. Ot, tyle. W praktyce mogło wyjść wszystko, ale, niefortunnie dla świata, pisarz nie miał innych opcji.
Skupił się, wyobrażając sobie spadające, symetryczne śnieżynki. Piękne niczym ręcznie robione hafty, o idealnych kształtach, których doskonałość zawstydziłaby najdoskonalszych artystów.
- Kevin Sam w Domu... - Wymamrotał artysta, po czym machnął ręką i wymierzył trzymanym w niej długopisem za okno. Czekał. Minuta, druga, trzecia. Nic, absolutnie nic. Zaczął przygryzać skuwkę długopisu, oczekując. Mijała minuta za minutą, kwadrans za kwadransem, a śniegu wciąż nie było.
„Cóż, przynajmniej nie rozwaliłem uniwersum...”, pomyślał, wzdychając boleściwie. To właśnie wtedy zobaczył pierwszą białą kropkę na tle granatowego nieba. Za tą kropką pofrunęła następna, a za tamtą jeszcze jedna... Uśmiech pojawił się na twarzy pisarza. Czyżby jednak udało mu się osiągnąć cel? Jednak?
Śnieg spadał z nieba kilogramami. Artyście chciało się krzyczeć z radości, turlać po podłodze w ekstazie. Wrzeszczeć w euforii. Nagle jednak cały ten entuzjazm szybko z niego wyparował, gdy uświadomił sobie, że wciąż brakuje mu jednego składnika obrazka. „Skąd ja wezmę ludzką krew?”, pomyślał, drapiąc się po głowie. Raczej wolał sobie nie upuszczać, nie chciał też, by jego reputacja psychopaty(lub uroczego gościa, który stara się wyglądać na psychopatę, jak niektórzy mówili) poddana została dodatkowej egzaltacji. Uśmiechnął się samymi kącikami ust, spoglądając na swoje zdjęcie z przedszkola razem z wielkim pluszowym misiem u boku. Teraz, jako licealista, był może i mniej kreatywny niż za młodu(Brzmi to dość dziwnie, ale co tam), ale mógł to wszystko rozłożyć na czynniki i dotrzeć do celu przy minimalnym wysiłku.
„Jestem artystą, na litość boską...”, pomyślał. „Ja miałbym nie być zdolny do opisania, jak człowiek wykrwawia się na śniegu wskutek kilkunastu ran kłutych, ciętych i szarpanych ze wszystkimi pikantnymi i interesującymi szczegółami? Że jego ręka nie trzyma się na pojedynczych ścięgnach, a lewa gałka oczna została wydłubana z oczodołu?”, zakończył swój monolog, chichocząc cichutko i przystępując do kończenia dzieła.
Za oknem padał śnieg.
18/12/2011
Za niecałe osiem godzin premiera nowego numeru naszej gazetki!
17/12/2011
Kliknij tutaj, aby odebrać Sponsorowane Ogłoszenie.
Kategoria
Skontaktuj się z firmę
Strona Internetowa
Adres
Warsaw