Syrena
Syrena to anarchistyczny kolektyw, który do 5 grudnia 2021 zajmował kamienicę na Wilczej 30
5.13.2021 squat was brutally attacked.
People from the Syrena collective were left without a home, many Warsaw queer-feminist groups lost their safe space.
02/03/2024
Kiedy państwo mnie nie chroni,
Naszą przestrzeń będę bronić!🖤✊🏽❤️🔥
!!
WWA Kamionkowska 50, potrzebne wsparcie w powstrzymaniu ewikcji nowego skłotu Zaczyn. TERAZ cały czas - do odwołania!
24/05/2023
Tak komentują wyrok za zniszczenie homofobusa akademiczka Katarzyna Szumlewicz i dziennikarz Bojan Stanisławski. Ten triumf brzydzi szczególnie, w obliczu kontekstu. Osoby zmuszane są do wykonania nieodpłatnej pracy na życzenie antyaborcyjnej i homofobiczbnej fundacji Pro Prawo do Życia. Trudno sobie wyobrazić większą pogardę dla ludzi pracy i pracy społecznie niezbędnej (jaką często są prace publiczne) niż afirmowanie jej przymusowego wykonywania w celu represji, czyli mówiąc wprost - zaszeregowania skazanych w odpowiednim miejscu drabiny społecznej.
Cieszy się akademiczka, cieszy się dziennikarz, cieszy się też prezes WSL Piotr Ciszewski. I razem z prezesami Ordo Iuris i Fundacji Pro Prawo do Życia cieszą się tak wspólnie - oficjalnie z różnych powodów, strukturalnie źródło tej radości jest identyczne. Szumlewicz i Stanisławski cieszą się, bo to transy, Ciszewski bo z Syreny, PrezesI Ordo Iuris i Fundacji Pro z obu tych powodów. Radość dochodząca zza katedr, mikrofonów i NGOsowych think-thanków splata się z afirmacją aparatu represji.
Przypadek? Nie sądzę. Nic tak nie łączy klasy średniej z prawa i lewa jak nienawiść wobec elementu wywrotowego, godzącego w średnioklasowy konsensus, co do ścisłych ram społecznego oporu, który nigdy nie powinien swoimi metodami wykraczać poza granice spokojnej debaty lub pokojowe protesty na ulicy. Ten sam konsensus jest podstawą triumfu klasy średniej ZAWSZE gdy wywrotowy element uderza we własność prywatną i inne wartości fundamentalne dla klasy średniej, niezależnie od tego z której strony politycznego sporu pochodzi. Ten sam aplauz znoszący polityczne podziały słyszeliśmy chociażby wtedy, gdy naziole zniszczyli wóz TVNu i nagle dziennikarze Rzepy i Wyborczej jednym głosem wyrażali aprobatę nad wyrokiem skazującym za zniszczenie własności prywatnej i milionową karą dla dwudziestokilkulatka, co oznaczało dla niego de facto zadłużenie na całe życie. Różne były oficjalne powodu tego triumfu, ale jego strukturalna pozycja była ta sama.
Tak samo jest i tym razem, gdy owym mieniem jest pogromobus. Wcale nas to nie dziwi. Jako marksistki i anarchistki wiemy, że pozycja klasowa zawsze wyraża ten sam interes niezależnie od ideologicznej nadbudowy. I wiemy, że trudno o większy triumf klasy średniej niż ten towarzyszący policyjnym represjom wobec klas niższych. Uff, można wreszcie odetchnąć, nasze zbrojne ramię działa, nikt nie zagrozi naszej hegemonicznej pozycji - zarówno w wymiarze materialnym jak i kulturowym.
Panie Areczku, spory ideologiczne i określanie ram społecznego oporu jest dla nas, dla Pana mamy zamiatanie ulic pod lufą funkcjonariuszy.
07/05/2023
Fundacja Pro-prawo do życia publikuje zdjęcia tajemniczego "mężczyzny w rzułtej bluzie" który podobno właśnie napadł na ich antyaborcyjną pikietę w Elblągu.
Pozdrawiamy i przypominamy, że już jutro, 8 maja, o 10:00 w sądzie na Marszałkowskiej 82 (wejście od Żurawiej) w sali 361 odbywa się wielki finał pokazowej rozprawy o zniszczenie homofobusa na ul. Wilczej - będą mowy końcowe i wyrok. Zapraszamy!
14/03/2023
Mowa końcowa Justyny Wydrzyńskiej: „Tabletki, które posiadałam na własne użytek i które wysłałam Ani, są obecnie w Polsce najbezpieczniejszą metoda przerywania ciąży. Używane są powszechnie w Europie i na świecie przez miliony osób. Nie wymagają znieczulenia, nie powodują ryzyka powikłań i są bezpieczniejsze niż proste zabiegi medyczne. Wiem to z oficjalnych raportów Światowej Organizacji Zdrowia, które rekomendują, by mife&miso były substancjami dostępnymi powszechnie. Nie ma ku temu żadnych przeciwwskazań.
Wysłałam Ani tabletki dlatego, że dowiedziałam sie, że jak ja doświadczała przemocy. Obie byłyśmy kontrolowane, szantażowane, zostawione sama sobie. Mamy dzieci, chciałyśmy je chronić. Ja też doświadczyłam przemocy ze strony partnera. Byłam kontrolowana i spotykała mnie nie tylko przemoc finansowa, ale fizyczna i psychiczna. To wszystko było wszechobecne w “moim” domu.
My, kobiety które doświadczyłyśmy przemocy domowej wiemy jakie ofiary musimy ponieść by pierwszej kolejności chronić dobro dzieci, które już mamy. Ja mam ich troje. Matki mierzące się z przemocą domową zrobią wszystko, by dzieci miały spokojne noce i aby one same mogły przestać żyć w ciągłym, wyniszczającym, napięciu. My osoby doświadczające przemocy, utrzymujemy to co przeżywamy w tajemnicy, wstydzimy się, że nie miałyśymy na tyle odwagi by zawalczyć o swoją wolność, że dopuściłyśmy do ograniczania nas. Pozostajemy często same z wyboru i konieczności.
Nie chciałam, aby Ania musiała ryzykować swoim życiem podejmując niebezpieczne kroki, skoro rozwiązanie jest tak łatwe, a zarazem bez wątpienia medycznie bezpieczne.
Nie chcę, aby ktokolwiek musiał przechodzić sam w strachu przez niebezpieczna aborcję, kiedy istnieją bezpieczne, nie stygmatyzujące alternatywy. Nie chcę, by którakolwiek z nas musiała rezygnować ze swojego prawa do wolności i samostanowienia.
Kierowała mną chęć pomocy, wtedy gdy nikt już pomóc nie chciał lub pomóc już nie mógł. Dla mnie pomoc Ani była czymś oczywistym, przyzwoitym i uczciwym. Warto być uczciwym, choć nie zawsze się to opłaca.
Gdybym miała pełną wiedzę na temat rzeczywistości w jakiej żyła Ania, nie tylko wysłałabym jej tabletki, ale pozostałabym w kontakcie, aby wspierać ją w trakcie przyjmowania leków, by nie czuła się samotna, by miała kogoś kto ją wysłucha i nie zostawi ją samą sobie, potrzyma za rękę.
Zgromadziliśmy się tu, aby zdecydować o mojej winie. Ja jestem niewinna mówię głośno - to państwo jest winne i zawiodło mnie, Anie, Izę z Pszczyny, Agnieszkę z Częstochowy i miliony kobiet w tym kraju.
Wnoszę o uniewinnienie.”
Jesteśmy po ostatniej rozprawie Justyny. Zapadł wyrok: “winna udzielenia pomocy”. Uniewinniona za rzekome dystrybuowane leków.
Justyna otrzymała osiem miesięcy ograniczenia wolności w postaci prac społecznych w wymiarze 30h/miesiąc. Jednak nie ukrywamy - od wyroku się odwołamy. Justyna śmieje się: “Prace społeczne? Zaraz odrobię!” i odbiera już teraz telefon infolinii aborcyjnej Aborcji Bez Granic.
A podczas gdy smutni panowie opowiadali kocopoły na sali sądowej, pod sądem trwało solidemo, na którym dziesiątki osób krzyczały, że zrobiłyby dokładnie tak jak Justyna… i wymieniały się tabletkami aborcyjnymi!
Były też z nami działaczki aborcyjne, które opowiadały jak przebiega aborcja farmakologiczna, i zachęcały zgromadzone policjantki do zapisania numeru telefonu Aborcji Bez Granic. Miałyśmy też zaszczyt usłyszeć coming-out naszego kumpla, który podzielił się z nami swoją aborcyjną historią.
Nie boimy się PiSowskiego sądu, prokuratury Ziobry czy religijnych fundamentalistów. Tak jak mówiłyśmy od samego początku: ten proces jest sztucznym spektaklem. Jest próbą zastraszenia nie tylko nas, działaczek aborcyjnych, ale wszystkich kobiet i osób które solidarnie pomagają sobie nawzajem przerywać ciąże. Jednak wyszła farsa - kara w ostatniej chwili się rozmyła, a straszenie prokuratora “by nie zachęcać społeczeństwo do łamania prawa” wypadło blado.
Nie damy się. Jesteśmy silne, a razem silniejsze i nigdy nie przestaniemy wspierać się nawzajem, nie przestaniemy pomagać w aborcjach. Nie ważne ile wyroków spróbują nam nawciskać - fikcja prawna nie zastąpi aborcyjnej rzeczywistości i pomocy.
Dla nas najważniejszy wyrok to słowa Ani skierowane do Justyny w liście: „Dziękuję za okazanie mi pomocnej dłoni, gdy inni zawiedli”.
19/01/2023
13/12/2022
💬"(...)TRZEBA TĄ KAMIENICĘ ZAMKNĄĆ, WYCZYŚCIĆ TO TOWARZYSTWO...."
👉 Dziś czwarta rozprawa ws. zniszczenia homofobusa pod dawnym skłotem Syrena przy Wilczej 30. Na sali odtwarzane są nagrania pochodzące z furgonetki fundacji "Pro...". Na nagraniu słychać, jak kierowca mówi "Trzeba tą kamienicę zamknąć wyczyścić to towarzystwo". Co nie udało się katolickim fundamentalistom z Fundacji Pro i Ordo Iuris dokonali za nich ich ziomale ze Skłotu Przychodnia 5 grudnia zeszłego roku.
🏳️🌈Wpadaj dziś pod sąd o 14:00 na pikietę solidarnościową!
06/12/2022
Rok temu, 5 grudnia 2021, skłot Syrena został brutalnie zaatakowany przez ekipę ze skłotu Przychodnia. Osoby z kolektywu Syrena został pozbawione domu, a wiele queerowo-feministycznych warszawskich grup i inicjatyw straciło bezpieczniejszą przestrzeń, przyjazne miejsce spotkań i centrum aktywistycznego życia.
Dokładnie rok temu, 5 grudnia 2021, skłot Syrena został brutalnie zaatakowany przez ekipę ze skłotu Przychodnia. Osoby z kolektywu Syrena został pozbawione domu, a wiele queerowo-feministycznych warszawskich grup i inicjatyw straciło bezpieczniejszą przestrzeń, przyjazne miejsce spotkań i centrum aktywistycznego życia.
W wyniku tego przemocowego ataku również nasz kolektyw został pozbawiony swojej przestrzeni - remontowanego przez nas własnymi siłami drop-inu, miejsca spotkań dla osób pracujących seksualnie w Warszawie i w całej Polsce. Po przychodniowym ataku ani jedno okno w drop-in-ie nie zostało całe, po całej przestrzeni walały się pobite butelki, kamienie i cegły, które wpadły do środka rzucone przez ekipę z Przycho. Do dziś, to wspomnienie totalnie nas rozwala, bo jest dosłownym i metaforycznym wyrazem tego, w jaki sposób traktowane są w tym kraju osoby pracujące seksualnie, również w tak zwanych wolnościowych i anarchistycznych środowiskach.
Tęsknimy za dawną Syreną, za jej intersekcjonalną, queerowo-feministyczną polityką, za fascynującymi dyskusjami, za cudownymi osobami, które mi # # szansę tam poznać, za nadzieją i za realizującą się na naszych oczach rewolucją i utopią. Niech patriarchat szybko skona.
Zawsze murem za Syreną!
05/12/2022
Nic dodać nic ująć Anarchistyczne Kielce !
„Rok temu Przychodnia zaatakowała i wygoniła z domu osoby z Syreny. Choć minął rok i p*lski ruch udaje, że nic się stało, my pamiętamy. Wiemy, że takich kolektywów jak nasz jest więcej”.
Rok temu Przychodnia zaatakowała i wygoniła z domu osoby z Syreny. Choć minął rok i p*lski ruch udaje, że nic się stało, my pamiętamy. Wiemy, że takich kolektywów jak nasz jest więcej, i choć wokół wydarzeń z 5 grudnia narosło już mnóstwo kłamstw i wersji, my chcemy podkreślić dwie istotne rzeczy.
Po pierwsze mamy żal do tchórzliwej postawy większości środowiska, o to, że zabrakło najbardziej choćby podstawowych sygnałów solidarności. Niezależnie co o tym myślicie, prawda pozostaje taka, że jedna ekipa wyrzuciła z domu drugą i wy, z uwagi na to, że obawialiście się "co koledzy powiedzą" lub baliście się zemsty kolegów przychodni i utracenia w imię solidarności kontaktów i powiązań nie okazaliście żadnego wsparcia. Taka tchórzliwa postawa i miernota posłuszeństwa nie przystoi osobom anarchistycznym. Tchórzostwo i brak solidarności czyni współwinnymi. Twórzmy więc niezależne kolektywy w każdej dzielnicy i w każdym miasteczku, to może w przyszłości unikniemy pułapek sformalizowanego i hierarchicznego tworu, którym rządzi ta sama grupa facecików.
Po drugie, po Syrenie pozostała pustka, wiele środowisk queerowych znalazło tam bezpieczną przystań, a sam kolektyw był motorem napędowym wielu inicjatyw politycznych. Granie koncercików jabolpankowych i pajacownie z p*lską flagą to nie działaność polityczna. Anarchizm i antyautorytaryzm musi być intersekcjonalny, musi zawierać komponent queerowy z zachowaniem klasowej analizy, bo inaczej nie będzie odpowiadał na wszystkie opresje i nie wypracuje taktyki, która powzoli mu być wyzwaniem dla władzy i genetarorem zmian społecznych. W innym wypadku p*lski ruch czeka zapaść i czytanie sobie w kółko na różnych larpach tych samych w kółko XIX wiecznych broszurek. Nie ma w tym nic oczywiście złego, lecz powinnyśmy mierzyć wyżej.
Przeciwko maczyzmowi, przeciwko nieformalnym hierarchią w przestrzeniach wolnościowych.
MUREM ZA SYRENĄ!
Kliknij tutaj, aby odebrać Sponsorowane Ogłoszenie.
Kategoria
Skontaktuj się z ta organizacja
Strona Internetowa
Adres
Warsaw