Chram Raróg - ZWRP Ród
Chram Raróg - członek założyciel ZWRP RÓD. Od powstania w 2017 r. działamy w Wielkopolsce.
Harmonogram świąt Gromada Raróg na rok obrzędowy 2023/2024:
LIPIEC: 02.07-03.07.2023 (niedziela-poniedziałek) - Perunowe / Pełnia Burz - święto wyłącznie w gronie męskim || pierwsza letnia pełnia Księżyca
SIERPIEŃ: 08.08.2023 (wtorek) - śródlecie || czuwanie letnie - Chwała Swarożycowi! SIERPIEŃ: (do ustalenia) - Mokoszowe (święto wyłącznie w gronie żeńskim)
WRZESIEŃ: 24.09.2023 (niedziela) - P
23/01/2026
W kalendarzu zapisaliśmy pełną rozpiskę świąt na najbliższy rok obrzędowy. Znajdziecie tam informacje dotyczące dat poszczególnych obchodów z zaznaczeniem, w jakie dni tygodnia przypadają. Wyszczególniliśmy w nim święta:
- wewnątrzwspólnotowe - które organizujemy w formie półotwartej,
- międzywspólnotowe – organizowane z innymi jednostkami ZWRP Ród,
- ogólnopolskie – święto Stado.
Liczymy, że taka forma ułatwi wszystkim planowanie uczestnictwa w obchodach i pomoże wpasować się w rytm roku obrzędowego.
27/12/2025
27 grudnia 1918 – dokładnie 107 lat temu - mieszkańcy Wielkopolski chwycili za broń i stanęli przeciwko niemieckiemu zaborcy. Polakom udało się w nim zwyciężyć. Było to zatem jedno z nielicznych, wygranych powstań na terenie okupowanej Polski.
Iskrą, która rozpaliła serca Wielkopolan, był przyjazd Ignacego Jana Paderewskiego do Poznania oraz jego przemówienie. Dzięki odwadze, determinacji, solidarności i poczuciu odpowiedzialności za wspólnotę, udało się wygrać. Zwycięskie powstanie wpłynęło na przyłączenie prawie całej Wielkopolski do terytorium odradzającego się państwa Polskiego oraz podniosło morale rodaków w całym kraju.
W dniu rocznicy pragniemy uczcić pamięć o powstańcach oraz ich odważnych czynach. Choć każdy Wielkopolanin zna tę historię, poza granicami naszego województwa zbyt mało się o niej mówi.
W imieniu członków Chramu Raróg, jednostki Związek Wyznaniowy Rodzimowierców Polskich RÓD działającej na terenie Wielkopolski, pragniemy wyrazić naszą dumę z Powstańców.
Cześć i chwała Bohaterom!
A tak młodzież postanowiła wykupić piosenką prezent od Kolędników :)
filmuje: Joanna Czarymary Kotala
22/12/2025
20 grudnia 2025 roku, w Szczodry Wieczór - przed najkrótszym dniem roku - jak to mamy w zwyczaju w naszej wspólnocie, hucznie pożegnaliśmy stare Słońce w mrokach pory ciemnej.
Szczodry Wieczór - taką bowiem nazwę nosi ów czas - rozpoczął się obrzędem przy Świętym Ogniu. Do szczególnie symbolicznych momentów należało rzucenie przez żercę Zbigniewa rozpalonej pochodni w skostniałe, uśpione mrozem pole. Snop iskier z rozpalonej żagwi symbolizował zejście Słońca w zaświaty. Podczas zimowego Słońcestania jego tarcza nieruchomieje w punkcie wschodu na kilka dni - ten brak ruchu jest dla nas szczególnym czasem wyczekiwania. Święty Ogień strawił także tradycyjnego Badniaka - kłodę, która symbolizowała to, co przeszłe i właśnie odchodzi - co z pewnością przyniesie uczestnikom obrzędu oczyszczenie, oświecenie i miłość w przyszłej porze jasnej.
Podczas obrzędu nie zabrakło także przepysznego kołacza podzielonego między uczestników ceremonii. Jak co roku zawierał on wewnątrz monetę, która miała przynieść wszelką pomyślność w nadchodzącym roku szczęśliwemu znalazcy. Tym razem jednak nawet sama moneta była wyjątkowa - do kołacza trafił kolekcjonerski bilon z wizerunkiem kolędników.
Gdy Bogi i Przodkowie byli radzi, przyszedł czas na biesiadę. Podczas bezmięsnej biesiady z Przodkami spożywaliśmy wiele pysznych, tradycyjnych dań. Wtedy też odwiedzili nas kolędnicy.
W gościnie zjawili się: wielkopolski Gwiazdor, Śnieżynka, Turoń oraz Baba. Aby otrzymać przygotowany dla niego prezent - Szczodraka - każdy z biesiadników musiał wykazać się umiejętnościami artystycznymi lub charyzmą, dzięki którym mógł „wykupić” podarunek od Gwiazdora. Usłyszeliśmy więc szereg znanych wszystkim piosenek, wierszyków oraz żartów. Do Welesa jako Pana magii, sztuki i bogactwa odnosi się najpewniej sama postać Gwiazdora lub – w innych rejonach słowiańskiego świata - Mrozowego Dziada. Gwiazdorowi zaś pomagała Śnieżynka - postać młodej dziewczyny, symbolizującej płodność i odrodzenie natury, a zarazem przynoszącej nadzieję w trudnym czasie przesilenia zimowego.
Dookoła rozrabiała straszna maszkara - Turoń. Swoim dokazywaniem przeganiał to, co było, oraz podbudzał siły witalne ludzi i przyrody. Symbolika jego harców był swoistym przygotowaniem uczestników na nadejście Nowego Słońca, które wraz z obracającą się Gwiazdą wnieśliśmy do chaty. W trakcie biesiady Turoń niespodziewanie padł martwy na ziemię. Na szczęście odrodził się po podaniu mu naczynia wypełnionego wodą życia - w niektórych kręgach nazywaną też okowitą. Dzięki temu gestowi Turoń mógł nadal biegać i bodnięciami rogów przynosić wszelką płodność oraz pomyślność.
A Baba? Jak to Baba - opowiadała o starych czasach, narzekała, że świat się zmienia i bawiła uczestników.
Szczodry Wieczór upłynął nam w iście magicznej atmosferze, wśród samych dobrych ludzi, których mamy nadzieję zobaczyć na Szczodrych Godach w Chramie Raróg za rok!
tekst: Mikołaj z Raroga
fot. Joanna Czarymary Kotala
06/12/2025
świąteczna perspektywa rodzimowierczyni - zachęcamy do przeczytania wpisu ❄️☃️🎄🐦🔥🎄💫☃️❄️🌟
Szczodre a komercyjne Wesołe...
Żyjemy w czasie globalizmu i ujednolicenia na siłę wszystkich ważniejszych aspektów naszego życia. Niezależnie od tego, gdzie mieszkasz, jaką wyznajesz religię, jakie masz poglądy i tradycję, przychodzi 3 listopada i atakują Cię święta. Rozstawiają choinki. Wszędzie Mikołaje z kampani coca-coli, bo ten wizerunek lepiej chwycił niż prawdziwego świętego. Z głośników buczy "Last Christmas" i "All I Want For Christmas Is You", no bo przecież to hity. Pewnie gdyby nie popularność w Polsce Wszystkich Świętych i konflikt atmosfery kreowany przez masmedia, pewnie już od 2 września wyciągaliby bałwanki i choinki, by zarobić już zawczasu.
Kiedyś na święta czekało się z niecierpliwością. Wyczekiwało 6. grudnia by uszczknąć trochę tej magicznej atmosfery. Rano, późną jesienią, wyglądało się pierwszych gwiazdek szronu na szybie, śniegu na chodnikach i czekało, aż mama pozwoli wyciągnąć chociaż kilka ozdób, ubierze choinkę...
Jak większość, wychowano mnie w katolickiej rodzinie i wszelkie świąteczne zwyczaje początkowo bardzo łatwo wchłaniały tę masową narracje.
Do czasu.
Przynajmniej u nas w domu szybko zaczęliśmy uważać listopadowe ozdoby świąteczne za obłęd. Szaleństwem pogoń za doskonałym prezentem, tony czekolady w odpowiednich kształtach. Zamiast 12. postnych potraw, setek wyczekiwanych pierogów własnej roboty, obecnie ludzie prześcigają się na pieczenie, sałatki, kilkadziesiąt rodzajów ciasteczek i ciast... I te tradycyjne - "Nie ruszaj, zostaw na święta", a później "Jedzcie, bo się zmarnuje".
Tylko po co?
Jak robisz 250 pierogów z kapustą i grzybami, jeśli dzieciaki zjedzą 20 w trakcie, nadal masz ich wystarczająco na święta. Gdy upieczesz kołacz, sernik czy szarlotkę, to w ciągu najbliższych dni rodzina je zje. Jeśli wystawisz pieczonego indyka, dwa rodzaje szynki, karkówkę, kurczaka, 4 rodzaje ryb, 3 sałatki, galarty, bigosy, paszteciki i 6 ciast - to faktycznie - zmarnuje się.
Zastawiony suto stół, uginający się od rodzai i ilości, z czego później przynajmniej 1/3 zamrozisz, rozdasz lub co gorsza wyrzucisz, nie świadczy o dobrobycie, tylko pokazuje brak kontroli, racjonalności i bezmyślny pęd za "idealnymi" długimi stołami z reklam. Dodatkowo te same reklamy zunifikowane, dostosowane do wszystkich czyli nikogo, nawet nie odnoszą się do naszych tradycji, a co dopiero jakieś wiary. Jedyne co je łączy z nami, to chęć by przy świątecznym stole zasiadło jak najwięcej bliskich nam osób.
Teraz mam własną, pięcioosobową rodzinę. Teraz jestem rodzimowierczynią. Teraz obchodzę Szczodre Gody i staram się by świadomie odtwarzać mity, tradycję, a każdy wprowadzany do domu zwyczaj jest przemyślany pod kątem pochodzenia i znaczenia, a nie na zasadzie, bo tak się robi. Chcę tłumaczyć córce i synom nie tylko co robię ale i dlaczego. Wieczorem opowiedzieć bajkę, która w istocie jest mitem odradzania czasu i cyklu. Chcę by cały ten czas był tajemniczy i magiczny, uwieńczony obchodami Godów w gronie rodzinnym, a nie jednym wieczorem z prezentami, a później obowiązkowe odwiedziny u stryjostwa, wujostwa itd.
Jestem świadoma, że trzylatka czy półtoraroczny syn nie zrozumieją pełnej zawiłości tematu, ale chcę im dać zaczątek. Nie odizoluje ich od reklam, wystaw i kolegów, którzy tylko czekają na prezenty, a później porównują kto dostał lepsze. Dlatego też moje szczodraki na razie są bogatsze. Jednak już pisząc list do Gwiazdora (jestem z Wielkopolski) nie wypisywaliśmy nazw każdej ładnej zabawki z TV, tylko te 3, które są najważniejsze. I nawet tu podkreślałam, że jeśli wykupi prezent tańcem, piosenką czy wierszykiem, to dostanie coś z listy, a nie wszystko. Bo tu nie chodzi jedynie o radość z prezentu, ale o świętowanie, a to tylko mały element.
Tylko od nas zależy, jak przedstawimy święta i tradycję dzieciom. Na czym skupimy ich uwagę. Jak wiele damy z siebie, a ile kupimy by mieć szybko wszystko z głowy. Wiem w co wierzę i co chcę przekazać, jednocześnie nie twierdzę, że tylko Rodzimowiercy mają prawdziwe święta.
Każde wyznanie niesie swój przekaz. Każdy wyniósł jakieś swoje tradycje na ten okres, nawet jeśli sam teraz wierzy w coś innego lub nic. Zwyczajnie w tym okresie konsumpcjonizm wkracza na wyżyny, a w pogoni za fotkami ludzie zapominają po co to w ogóle przygotowują. Skupiają się na prezentach i spełnianiu oczekiwań, zamiast przemyśleć swoje priorytety i zrobić coś z sensem, co zakiełkuje na przyszłość.
Więc życzę wszystkim szczodrych w zdrowie, szczęście, radość, miłość i bliskich. Odnajdźcie w sobie tę chęć do świętowania, ale prawdziwie, rodzinnie i w spokoju. Niech Bogowie Wam darzą, Przodkowie się Wami opiekują! Rodzina i Przyjaciele niech Was otaczają!
Sława i szczodrych wszystkim!
MWP
18/11/2025
W sobotę 08.11.2025 w naszym Chramie odbył się obrzęd Dziadów Założonych. Jak co roku uroczystość miała dla mnie charakter niemalże mistyczny. Ten poważny, stonowany nastrój, sprzyjający zadumie, spotęgowany pięknem jesiennej przyrody, niezmiennie mnie zachwyca.
Podczas Dziadów Założnych przywołujemy dusze tych, których życie się już skończyło, ale z różnych powodów nie mogą dostać się na tamten świat. Z tego względu obrzęd musi być przeprowadzony w szczególny sposób. Zawsze mamy czerwone nici na nadgarstkach i głowy posypane solą - dzięki temu żadne zło ze świata niematerialnego nas nie dotyka. Na twarzach nosimy Karaboszki, które sprawiają, że duchy nie są w stanie nas rozpoznać. W trakcie Dziadów Założnych Pan Zaświatów Weles otwiera bramy Nawi, dlatego takie środki ostrożności są bardzo istotne.
Najważniejszym momentem podczas obrzędu było zaproszenie dusz założnych do Świętego Ognia. Odpowiedziały nam wówczas gromkie głosy wędrownego ptactwa – czyżby pod postacią dzikich gęsi i żurawi przybyli do nas goście z zaświatów?
Dziady Założne są organizowane po to, byśmy my – żywi – mogli pomóc zmarłym, których dusze nie odeszły w zaświaty. Dzielimy się z nimi jadłem, napitkiem, światłem i ciepłem ognia. Dzięki nam mogą zaznać otuchy, a finalnie odejść wreszcie z tego świata. Podczas uroczystości częstowaliśmy je strawą oraz napitkiem. Jednym z darów był mocnym alkohol. Najważniejsza dla mnie była zwłaszcza leżąca na obrusie butelka wódki.
Kilka lat temu moja kochana Marzena zostawiła ją po przyjęciu u Bartosza i Patrycji. Nigdy jednak się jej nie napiliśmy, bowiem Marzena zmarła. Od tego czasu wiedzieliśmy, że ten właśnie trunek – ta konkretna butelka - musi być wykorzystana w szczególny sposób. Obrzęd Dziadów Założnych był do tego celu najlepszą okazją. Ofiarowanie do ognia całości tego napitku bardzo mnie wzruszyło.
Po obrządku, gdy bramy Zaświatów zamknęły się, zanieśliśmy znicze na pobliski cmentarz. Od dziesięcioleci nie odbywają się tam pochówki i mało kto o nim pamięta. Rokrocznie, przy okazji Dziadów Założnych, sprzątamy to miejsce i przynosimy znicze oraz dary na groby.
Po powrocie na miejsce obrzędowe spaliliśmy karaboszki w Świętym Ogniu i sypiąc za siebie mak, pospiesznie opuściliśmy miejsce obrzędu. Wieczór zakończyliśmy tradycyjną biesiadą.
Tego dnia poczęstunek jest bezmięsny. Na stole zagościło jednak wiele pyszności – paszteciki z kapustą i grzybami, pierogi, pyry z gzikiem oraz słodkości - sezamki i bezy. Wszystko to spożywane było bez używania ostrych sztućców, jedynie łyżkami.
Piękno Dziadów Założnych najlepiej widać w mieszance dobrego nastroju z powagą tego święta. Cieszę się, że każdy z nas mógł oddać cześć i w jakiś sposób pomóc zmarłym. To właśnie wspólne gromadzenie się i obrzędowanie tworzy między nami szczególne więzi.
Tomasz z Chramu Raróg
12/11/2025
Od samego początku jesteśmy członkiem sporej społeczności Związku Wyznaniowego Rodzimowierców Polskich Ród
31/10/2025
Szare jesienne niebo, złote liście i coraz krótsze dni zwiastują, że zbliżają się Dziady jesienne. Jest to czas, gdy gromadzimy się, by złożyć ofiary duszom tułającym się po ziemi oraz modlić się do Welesa, by otworzył przed nimi bramy Nawi. Czasem strawa lub napitek mogą ulżyć cierpieniom zabłąkanej duszy, a nawet pozwolić jej zaznać spokoju i opuścić ten świat.
W trakcie obrzędu Świety Ogień staje się bramą, przez którą dusze mogą przejść, by odejść z tego świata. Pomoc śmiertelnych jest nieoceniona, jednak wiąże się z pewnym ryzykiem. Podobnie jak to bywa w przypadku żywych ludzi, martwi również nie zawsze mają dobre intencje. Negatywnie nastawione byty mogłyby nas dostrzec, zapamiętać, a następnie nawiedzać lub w inny sposób negatywnie oddziaływać na nasze życie. Właśnie dlatego niosąc im pomoc, należy pamiętać o swoim bezpieczeństwie.
Tutaj z pomocą przychodzą nam karaboszki, zwane inaczej kraboszkami. Są to proste maski wykonane z materiałów naturalnych jak kora brzozowa, drewno, liście, skóra, papier lub karton. Stanowią nieodłączny element obrzędowości związanej ze świętem Dziadów - każdy z uczestników ma je na sobie.
W jaki sposób je wykonać? Jeśli nie mamy zamiłowania artystycznego, wystarczy jutowy worek, kawałek kartonu czy kory, z wyciętymi otworami na oczy. Jeśli chcemy wyróżnić naszą maskę, można pokryć ją słowiańskimi wzorami, wyklejankami czy pomalować na dowolny kolor. Bardzo ważne jednak, by maska była wykonana z materiałów naturalnych. Na koniec obrzędu – gdy nie będą już potrzebne – karaboszki zostaną bowiem złożone w ogniu.
Jak wykonywali je nasi Przodkowie? Według badań archeologicznych najczęściej stosowano korę lub drewno lub nawet skóry zwierzęce. Zwykle były płaskie, z otworami na oczy, usta, ewentualnie nos. Niekiedy rzezano lub malowano na nich znaki. Najczęściej, w trakcie obrzędu, zakładano je na twarz, jednak w pewnych regionach stawiano w otoczeniu. W niektórych interpretacjach maski reprezentowały lub wprost symbolizowały dusze, które przybywają w trakcie Dziadów, albo pomagają duszom w przejściu do zaświatów.
W naszej wspólnocie rodzimowierczej maska pełni głównie funkcję ochronną dla osób, które je noszą - unikają przez to rozpoznania przez duchy, co pomaga zapobiec ewentualnej negatywnej interakcji z ich strony. Zakładamy je na początku obrzędu, co również pomaga przejść z codziennej rzeczywistości do podniosłego w swej istocie obrzędu.
Karaboszka jest dla mnie szczególnie ważnym symbolem. Kojarzy mi się z poważną atmosferą, pełną zadumy – nieodłącznym elementem obchodów Dziadów jesiennych. Dzięki niej to święto staje się jeszcze bardziej wyjątkowe, a ja czuję się dużo bezpieczniej. Co roku o tym myślę, gdy przygotowuję moją karaboszkę.
Patrycja z Raroga
Ilustracja:
Wszemira z Raroga
17/10/2025
Kim jest ojciec we współczesnym świecie? W świecie zjawisk społecznych takich jak: epidemia rozwodów, alienacja rodzicielska, antynatalizm, D**K, promowanie dewiacji seksualnych, kolejne fale radykalnego feminizmu i męskie riposty w postaci ruchów red pill czy MGTOW. Czy wszelkie wartości stanęły na głowie i przyszłe pokolenia straciły kompas do nawigowania po chaosie?
Zacznijmy od podstaw – ojciec jest rodzicem. Podobnie jak matka, jest najbliższym przodkiem swojego potomstwa. Jest mężczyzną. Powinien stanowić pozytywny wzorzec męskości dla dzieci, w których wychowaniu uczestniczy. Poprzez postawę i czyny zaś – służyć za oparcie dla ich matki.
Nierealnym jest, by 100% mężczyzn zostawało rodzicami, lecz lepiej dla ogółu społeczeństwa byłoby, gdyby panowie chcieli wcielać się tę rolę.
Da się zapełnić puste miejsce po utraconym ojcu, jeśli zniknął on z życia dziecka. Nie jest to jednak ani optymalne, ani łatwe rozwiązanie. Ojczym, wuj, dziadek czy mentor nie staną się prawdziwym rodzicem. Usynowienie wymaga wielkiej śmiałości i ofiarności.
Dobrego ojca cechuje obecność i demonstrowanie dzieciom wartości, w które sam wierzy. Powinien doceniać swoje potomstwo. Zbyt wiele razy widziałem panów mówiących synom i córkom: „daj mi spokój”, „nie mam czasu”, albo nie mówiących zupełnie nic. Wielu mężczyzn jest wycofanych, poświęconych towarzystwu, pracy lub oglądaniu świecącego ekranu.
Jeśli masz być dla dzieci wzorem, opiekunem, to na samym początku w ogóle BĄDŹ. Bądź obecny, przytomny, znajdź czas dla nich, na przykład po pracy. Zwracaj uwagę na tego małego człowieka. To on poniesie dalej twoje dziedzictwo, które budujesz codziennym trudem i podejmowanymi decyzjami. Naucz go czegoś, nawet prostych spraw. Pokaż mu odrobinę tego, co cię interesuje. Doceń, że się stara, że się rozwija. Bądź źródłem pewności siebie, gdy widzisz, że twoja pociecha boi się lub przechodzi trudne chwile.
Jakie wartości należy przekazywać dzieciom?
To skomplikowany temat, niestety internetowy post nie pozwala go zanadto rozwinąć. Grunt to nauczyć synów i córki odrobiny kultury, szacunku dla siebie i innych, samokontroli oraz obowiązku wobec swojej społeczności. Odpowiednio do wieku i potencjału należy rozwijać ich umiejętności odkrywania świata, rozwijania się ku samodzielności oraz mówienia „tak” przygodzie.
Czy słowiańska wiara rodzima to oferuje?
Owszem, daje nam wielkie bogactwo wartości zapisane w mitach, legendach, obrzędowości. Uczmy, samemu służąc za przykład, nawet jeśli nie idealny. Naśladownictwo jest głęboko zakorzenione w naturze człowieka, szczególnie dziecka. Z pewnością odszukasz w pamięci wspomnienia kształtujących przeżyć, czy to ze swoim tatą, czy takie, które to Ty dałeś własnym dzieciom.
Za mną póki co ponad dwa lata rodzicielstwa, których nie pozwoliłbym sobie odebrać. Z entuzjazmem przyjmuję myśl o kolejnych latach i o kolejnym potomstwie.
Ramą, w obrębie której należy budować rodzinę, jest dobrze funkcjonujący związek. Każdemu dziecku życzę, by jego rodzice taki tworzyli. Wtedy może ono obserwować, jak wygląda codzienna czułość, kłótnia małżeńska, godzenie się po niej, podział obowiązków, wspólne przechodzenie przez trudny czas i przeżywanie dobrych chwil. Wychowanie to praca zespołowa - niełatwa dla indywidualistów.
Fakt bycia rodzimowiercą przede wszystkim daje mi świadomość, jak fundamentalna jest nieustająca sztafeta pokoleń i gotowość do ciągłych poświęceń w jej imię. Moi przodkowie musieli zapracować na moje miejsce w świecie. I ja ofiaruję swoje życie, by kolejne pokolenie mogło być dumne z dziedzictwa, które mu przekażę.
Ponadto, moja wiara daje mi ramy interpretacyjne dla licznych sytuacji z realnego życia. Dzieci zadają dużo pytań. Może ciekawić je na przykład, jaki jest sens starać się, skoro i tak wszyscy umrzemy; dlaczego należy być uczciwym; dlaczego dzielić się owocami swoich sukcesów. W obliczu podobnych zagadnień słowiańska wiara rodzima stanie się dla mnie wsparciem wychowawczym. Są tylko dwa warunki, by tak się stało: powinienem poświęcać jej stałe zaangażowanie oraz szukać w niej źródła siły i mądrości w codziennych zmaganiach.
Każdy z nas odejdzie kiedyś w zaświaty. Zadbajmy, by do tego czasu zasiać ziarno, z którego wyrośnie przyszła Słowiańszczyzna – wielka i pełna życia, a nie skarlała, zasuszona, zdegenerowana i zagoniona do rezerwatu. Nawet, jeśli to nie my będziemy pokoleniem wieszczów, przywódców, reformatorów i zdobywców, mogą wszak nim zostać nasze dzieci, wnuki czy prawnuki.
Grzegorz Walas
17/10/2025
29/09/2025
O słowiańskiej duszy coś do poczytania
DUSZA - Słowo na dziś.
Autor hasła: profesor Tadeusz Seweryn (1894–1975)
Opracowano w: Słownik starożytności słowiańskich. Encyklopedyczny zarys kultury Słowian od czasów najdawniejszych do schyłku wieku XII.
Redakcja: Władysław Kowalenko, Gerard Labuda i Tadeusza Lehra-Spławińskiego
Namiary: Tom 1, A-E, s. 407-408
Wydanie i rok wydania: PAN i Zakład Narodowy im. Ossolińskich,
Wrocław – Warszawa – Kraków 1961 r.
autor ilustracji: „Powrót jaskółek z Wyrija” - Maksym Suchariew
Dusza w wyobrażeniach Słowian. Słowianie, jak inne ludy świata, wierzyli w istnienie duszy i jej byt pozagrobowy. Kult duszy był dla nich ośrodkiem obrzędów religijnych. Wyrażał się on stypami, ofiarami i ogniami palonymi na żalnikach podczas zaduszek, które u Słowian wschodnich obchodzono 5 razy do roku.
Duszę przedstawiano sobie w różnych postaciach, pojmowano ją więc jako siłę życiową, vis vitalis, ożywiającą organizm, i wyobrażano ją sobie jako oddech. W językach indoeuropejskich zaznacza się związek słowa oddychać z duszą, np. polskie ‘oddychać’ i ‘oddech’, ‘dech’, ‘tchnienie’ jako wyraz duszy; staro-greckie ‘psychein’ - chuchać i psyche - dusza; niemieckie ‘atmen’ — oddychać, ‘Atem’ — oddech i staroindyjskie ‘atman’ — dusza itp. Z pojęciem tym spokrewniało się wyobrażenie duszy jako wiewu, powiewu, wiatru, wiru. Zbliżoną doń postacią była dusza jako dymek, para, mgła oraz cień. Ponadto każdy człowiek miał swoją gwiazdę, która w momencie jego śmierci odrywała się od nieba i spadała na ziemię. Inną postacią duszy była pośmiertna zjawa człowieka, martwiec, ożywiony trup, mara, widmo, odmaterializowany sobowtór człowieka, posiadający zmysły i odczuwający głód oraz pragnienie. Wyobrażenia tego rodzaju mają związek z pochówkami grzebalnymi. Powszechnym na Słowiańszczyźnie wyobrażeniem była dusza w postaci ptaków. Jest to odprysk mitologii greckiej. Wchodziły tu w grę: gołąb, kukułka, jaskółka, słowik i kruk. W Polsce nadto czasami orzeł, jastrząb i puszczyk. U południowych Słowian przeważnie kukułka. Sypanie w Polsce i Czechach ziarna dla ptaków w dzień wigilijny, będący reliktem dawnych zaduszek zimowych, ma związek z ptasią postacią duszy. Oprócz tego u Słowian wschodnich i Bułgarów przyjęła duszę kształt pszczoły i motyla, u Białorusinów mrówki i pasikonika, w Polsce i Małorusi świetlika (Lampyris) i motyla. Dusze wiedźm wcielały się w żaby, ropuchy i ćmy, ale wielkoruska ‘veśćica’ zwykła wylatywać przez komin czarnym ptakiem. Dusza wyrażały się wreszcie w cieple. Dlatego na cmentarzach palono światła i ognie. U Słowian wschodnich słowo ‘voskresat’ — ożywiać się, zmartwychwstawać — ma związek z ‘kres’, ‘kresati’, ‘kresiti’ — krzesać, ogień, budzić do życia. Jeszcze z końcem XV wieku kaznodzieja Michał z Janowca zakazywał w Polsce palenia „grumadek“ w Wielki Czwartek, przy których wg wierzeń pogańskich grzały się małe krewne duszyczki, i pouczał, „że kto tam wszedł, już stamtąd nie wraca“.
Byt pozagrobowy wyobrażano sobie jako dalszy ciąg życia ziemskiego. Dlatego zmarłym dawano do grobu przedmioty potrzebne im za grobem. Nie wszystkie jednak dusze bytowały na tamtym świecie. U Słowian wschodnich ‘ščur’, ‘čur’, ‘domovoj’, ‘mary’, ‘kikimory’, a czasem ‘rusałki’, jako demony urodzajowe, to dusze przodków przebywające w domu, stodole lub chlewie jako opiekunowie domostwa, rodziny i jej majątku. Te penaty domowe wywodziły się z dusz ludzi zmarłych gwałtowną śmiercią, dziewcząt, niemowląt, zabitych płodów i porońców grzebanych pod progiem domu. Dusze dobre żyły w raju, krainie cieni, czyli navi, rządzonej przez boga Nya, o czym w XV wieku prawił w Polsce Długosz. Według zaś koncepcji chrześcijańskiej, zapisanej w Kronice Nestorowej, „bogowie czarni, skrzydlaci, ogoniaści” bytowali „w bezdniach”. Navi znajdowała się daleko od ziemi. Według mitów kosmologicznych u Słowian wschodnich i południowych, a także dawnych ludów Ameryki, całą ziemię dookoła opływa wielka rzeka, przez którą dusze muszą się przeprawić. U jednych ludów dusze przelatywały tam jako ptaki, u innych przepływały w łodzi. Na Słowiańszczyźnie według zwyczaju greckiego dawano nieboszczykowi do grobu pieniążek na zapłacenie za przewóz w zaświaty. Podróż tę mogła dusza kobiety odbyć tylko w towarzystwie duszy męża. Pseudo-Maurycy z przełomu VI i VII wieku zanotował, że niektóre niewiasty plemienia Sklawów i Antów odbierały sobie życie podczas pogrzebu swoich mężów, a to samo w VIII wieku Wynfried-Bonifacy mówi o kobietach Winedów. Według al-Mas‘ūdīego w X wieku słowiańskie kobiety pragnęły być spalone, aby mogły wejść do raju wraz z duszami swych małżonków. Obcowanie dusz z żywymi było częste. Według Kroniki Nestora ihumen Teodozjusz ukazywał się kochającym go mnichom w postaci anioła, jako słup ognisty albo płomień. U Słowian wschodnich jeszcze na początku XX wieku zanotowano wierzenia, że wdowie tęskniącej za swym zmarłym mężem ukazywała się w nocy jego dusza jako snop iskier lub wąż ognisty wylatujący z pieca. Poza tym wierzono, że gdy wiatr zawodzi w piecu, to płacze dusza jakiegoś krewnego, a w wyciu i chichotaniu wiatru słyszano jęk duszy wisielca lub topielca.
Inne dusze nawiedzały żywych jako upiory i wampiry, mary lub w ogóle strachy.Przed niepokojącymi ich duszami bronili się Słowianie zaklęciami, kreśleniem kół magicznych, ofiarami i modlitwami. Trupa zaś człowieka, który miał wstawać z grobu jako upiór lub wampir wyssający krew ludziom i bydłu, przebijano kołem osikowym przez serce lub gwoździem przez głowę, dwa główne siedliska duszy. W obawie, że dusza zmarłego nie pozostała w domu, na Łużycach, w Polsce i na Ukrainie otwierano drzwi, by ułatwić jej odlot z ciała konającego.Dla duszy powracającej do domu przez 40 dni po śmierci człowieka pozostawiali Słowianie wschodni skibkę chleba, szczyptę soli i kawałek płótna do otarcia się po umyciu. Wieszanie w domu ręczników dla duszy praktykowano na Rusi w XII i XIII wieku, a zwyczaj ten istniał jeszcze w XIX wieku w Czechach, Polsce, na Litwie, Ukrainie i Wielkorusi.
Wg dawnych wierzeń Słowian wschodnich zwierzę posiadało takiego samego ducha jak człowiek. W czasach chrześcijańskich dodawano: tylko nie jest chrzczone. Niemniej towarzyszył mu anioł, tak samo jak człowiekowi. Anieli bowiem, jak uczył Nestor, „mądry Epifani”, przydani są nie tylko ludziom i wszelkim istotom żyjącym na ziemi, ale także „obłokom i mgłom, i śniegom, i gradowi, i mrozowi, głosom i gromom”. Poza tym duch zwierzęcia bytuje na ziemi tak samo jak dusza człowieka przez 6 tygodni od czasu śmierci i na Sądzie Ostatecznym zmartwychwstanie.
26/09/2025
22 września w dzień równonocy jesiennej - świętowaliśmy Plony. Wszystkim ludziom dobrej woli - życzymy obfitości i żeby się Wam darzyło! Sława!
Kliknij tutaj, aby odebrać Sponsorowane Ogłoszenie.
Kategoria
Skontaktuj się z firmę
Strona Internetowa
Adres
Poznan