Opolski Klub Turystyki Rowerowej Rajder
Klub Rajder jest stowarzyszeniem propagującym turystykę i rekreację rowerową.
Stowarzyszenie Rajder zostało założone 18 grudnia 2007 roku i zarejestrowane w KRS 25 lutego 2008 roku pod numerem 0000299944. Klub posiada 20 członków oraz ok. 20 sympatyków, mieszkańców Opola, którzy stale uczestniczą w naszych wycieczkach i imprezach.
04/08/2026
2026-08-02 Ozimek i Krasiejów
02/08/2026
2026-08-02 Stobrawskie przełaje
To już piąta edycja tej imprezy. Zebrało się ponad 150 uczestników – pasjonatów (ja miałem numer 153, zapisałem się na starcie) z całego województwa. Piszę „pasjonatów” bo to impreza specyficzna i nie łatwa. Z Opola też było sporo osób. Miejsce fajne z restauracją i placem zabaw a nieopodal kąpielisko. Impreza, jak to zwykle, świetnie przygotowana i poprowadzona przez Stowarzyszenie „Kręcimy Dla Zabawy”. O 10 tej wystartowali „ściganci” bez pilotowania (oni byli już z powrotem przed 13-ą) a chwilę później najliczniejsza grupa pilotowana na 50 km (przyjechali po 14 tej). Chwilę później grupa rodzinna na 18 km (ponad 50 osób), pilotowana, z dziećmi. Ja pojechałem z nimi i to był dobry wariant. Trasa lasami, ale niestety w okolicach Siołkowic były największe piachy, a więc wyjazd i powrót (po kilka km) był najtrudniejszy. Dalej już było trochę lepiej a koło Kaniowa i Ładzy nawet trochę asfaltu. Po drodze liczne postoje na zwarcie grupy, bo były małe dzieci, które jechały bardzo wolno. W Ładzy przy ośrodku edukacji leśnej dłuższy postój – woda, banany i jabłka i plac zabaw. Na mecie byliśmy przed 13-ą. Fanfary i medale dla wszystkich. Ja poczekałem jeszcze na powrót 50-ki i już nie czekałem na losowanie gadżetów tylko pojechałem turystycznie po okolicznych wioskach – Lubienia, Popielów i Stare Siołkowice (kościoły i lokalne ciekawostki). Fajna impreza, ale tylko dla „miłośników” jazdy po lesie. Dla rodzin z dziećmi jak najbardziej. Ja lubię jeździć lasami, ale po drogach asfaltowych.
Marek.
01/08/2026
2026-08-01 Rowerem po Krainie Dinozaurów historycznie i krajoznawczo
To drugi rajd zaplanowany w tym roku przez LGD „Kraina Dinozaurów” przy wsparciu organizacji lokalnych oraz Województwa i Unii Europejskiej. W upalny sobotni poranek przed Muzeum Hutnictwa Doliny Małej Panwi w Ozimku przywitał nas pan Józef Tomasz Juros, który był naszym pilotem i przewodnikiem na trasie. Zebrało nas się ponad 20 osób (na zdjęciach nie wszyscy są). Pan Tomasz omówił trasę, grupowe zdjęcie na moście i wyruszyliśmy całą grupą. Cała trasa, świetnie zaplanowana, wiodła w większości po dobrych drogach asfaltowych, o znikomym ruchu, głównie lasami pomiędzy wioskami a także kilka odcinków leśnych po twardych drogach. Na trasie postoje w wielu miejscach, gdzie pan Tomasz interesująco opowiadał.
1. Z Ozimka przez Antonin dojechaliśmy do Jedlic. Przy byłym zakładzie hutniczym prelekcja nt. jego historii oraz osady robotniczej.
2. Dalej do Szczedrzyka. Minęliśmy kościół i na wał jeziora. Tam prelekcja o historii jeziora oraz co widać i co nie widać pod jego wodami.
3. W Szczedrzyku na cmentarz. Prelekcja o byłym obozie jenieckim i jego ofiarach, grzebanych na tym cmentarzu.
4. Dalej lasem w kierunku Niwek. Po drodze w prawie najwyższym punkcie prelekcja o terenie, szlakach handlowych w prehistorii i średniowieczu oraz niwelacji terenu.
5. W Niwkach przy pomniku Joachima Halupczoka wspomnienie o nim, a dalej na drodze prelekcja nt. historii powstania Niwek i jego założeniu urbanistycznym.
6. Dalej lasami do Chrząstowic. Przejechaliśmy wioską i przy drodze do Dębskiej Kuźni postój przy młynie.
7. Młyn wodny w Dębskiej Kuźni – gwóźdź programu. Zwiedzanie i prelekcja historyczna pana Tomasza oraz właścicielki pani Wurst.
8. Kolejny postój w Dębskiej Kuźni na moście przy dawnym zakładzie hutniczym a obecnie tartak. Prelekcja nt. hutnictwa na tym terenie.
9. Wyjechaliśmy asfaltem w kierunku Dańca, ale w lesie skręt w lewo i dojechaliśmy do „3 mostów” – miejsca, gdzie rzeczka Jemielnica płynie trzema odnogami. Prelekcja nt. geografii terenu i hydrologii.
10. Dalej leśną drogą w kierunku Rezerwatu „Srebrne Źródła”. Dojechaliśmy do miejsca odpoczynku i dalej pieszo do źródeł. A tam prelekcja nt. historii i geografii miejsca.
11. Jeszcze ok. 2 km przez las i wyjechaliśmy na asfalt przed Schodnią Nową a stamtąd już blisko do Ozimka do restauracji przy Muzeum. A tam pyszny obiad.
Spod Muzeum rowerzyści rozjechali się do domów a my, Asia i ja, do samochodu i wróciliśmy do Zawadzkiego. Super rajd, pod każdym względem. Następny 3 października w Kolonowskim w kolejnej gminie zrzeszonej w LGD „Kraina Dinozaurów”.
Marek.
30/07/2026
2026-07-26 Kąpielowa niedziela
Lato, upał zapowiadali, więc gdzie rajdersi pojechali? Oczywiście wkoło naszych ulubionych jezior turawskich, by się w lesie schować, a w wodzie schłodzić. Wyruszyło nas w podróż 12 osób, a ukończyło 2. Reszta wcześniej czy później zawróciła. Pierwszy postój był nad rzeczką w Zawadzie, gdzie Jacuś, Kazik i Sławomir nogi zamoczyli, reszta pogadała i się pośmiała, ciasteczkiem zagryzła i w dalszą drogę przez las się udała, bez Ani i Adama. Drugi postój wypadł nad Jeziorem Średnim w Turawie - Jacuś się wykąpał, a ja z Krystyną sprawdziłyśmy czy woda mocno wystygła. Tu zawrócił do domu Czesiek i Staszek, a my lasem, wałami pojechaliśmy na Jedlice, żegnając po drodze Bercika. W okrojonym składzie odwiedziliśmy nasze ulubione miejsce z wystającymi korzeniami drzew, gdzie Jacuś zgodnie z tradycją pozował do zdjęć w zastępstwie Eli, której dzisiaj nie było. Tu się wykąpać nie dało, bo do wody daleko, więc następne moczenie nóg było w rzeczce w Dylakach, gdzie dawnymi czasy jeden rower nam z mostu do wody spadł, ku uciesze reszty rajdersów, którzy o tym wciąż pamiętają i z właściciela topielca lekko się podśmiewają. Dalej lasem dotarliśmy nad Jezioro Duże i skonsumowaliśmy pyszne zapiekanki. Posileni udaliśmy się nad Jeziorko Srebrne, ale bez Krysi, która kąpać się nie chciała, a my i owszem. Woda za ciepła to nie była, ale po chwili można się przyzwyczaić i na drugą plażę z Jacusiem dopłynęliśmy. W tym czasie Sławomir penetrował pobliskie zarośla w poszukiwaniu skarbów i znalazł - całkiem fajne krzesełko turystyczne tylko lekko uszkodzone. Tu pożegnał nasz Kazimierz, który pojechał do domu asfaltem, a ja odprowadziłam Jacka i Sławka na leśną drogę denkmalową, żeby się nie zgubili i zawróciłam do wnuków, a jak się już z nimi pobawiłam to do domu wieczorem wróciłam.
TEwa.
27/07/2026
2026-07-26 Z Gwoździanów do Kośmidrów rekreacyjnie i przyrodniczo
Info o rajdzie znalazłem na stronie FB Stowarzyszenia „Kraina Dinozaurów”. Byłem już na ich rajdach, świetnie zorganizowanych i jak coś rekomendują to na pewno będzie dobre. Pojechałem, tym bardziej że ten rejon jest mi nieznany. Rajd zorganizowało Sołectwo Gwoździany pod kierownictwem pani Sołtys Katarzyny. Wyruszaliśmy zaraz po piętnastej i ścieżką rowerową dojechaliśmy do Pawonkowa skąd już prosta droga i niedaleko do wioski Kośmidry. Przed remizą OSP przywitał nas pan Sołtys i zaprosił na obiad. Obficie i smacznie nas ugościły panie KGW. Po sytym posiłku w drogę, ale niedaleko, bo tylko kilometr do agroturystyki pani Małgorzaty Bednarek. I tu był główny cel wyprawy - prelekcja pani Małgorzaty o stawach, faunie i florze oraz gospodarce wodnej. Kawa, ciasto, ciekawe fotografie płazów - świetnie się słuchało a pani Małgorzata potrafi interesująco opowiadać. Po godzinie wyruszyliśmy nad stawy pooglądać to o czym słuchaliśmy. Jest 5 stawów. Największy, naturalny ma ponad 300 lat. Wypatrywaliśmy ptaki i poszliśmy groblami między stawami do jednej z zastawek na strumyku. Po spacerze w drogę. Objechaliśmy całą wioskę. Jest ogromna, bo prawie nie ma zwartej zabudowy tylko rozrzucone domy pomiędzy polami, łąkami i lasami. Wyjechaliśmy przez Koszwice w kierunku Pawonkowa a stamtąd już prosto do Gwoździanów. Świetnie było. Rekreacyjnie - bo tylko ok. 30 km po dobrych drogach, tempo 10-15 na godzinę, przerwa na obiad i prelekcję. Przyrodniczo - ciekawa prelekcja no i cała trasa wśród pól, łąk i lasów. Rodzinnie - jechało kilka rodzin i pięcioro dzieci i młodzieży. Następny rajd za 2 tygodnie do Kolonowskie. Polecam.
Marek.
P.s.
W Gwoździanach jest drewniany kościół i pałac, które zobaczyłem przed rajdem. Zdjęcia na końcu.
27/07/2026
2026-07-25 Śpiewająco z TTH na Górę św. Anny
O godzinie szóstej z Tułowic Małych wyjechali Heniek Gałkowski (Tułowickie Towarzystwo Historyczne), Maria i Kuba (z Komprachcic) i Janek (z Niemodlina) i tak razem przejechali ponad 123 km na Górę św. Anny i z powrotem. Rano było rześko, ok. 11 stopni. Ja wyjechałem z Opola, aby spotkać się z nimi w Gogolinie. O 9:30 byłem pod pomnikiem a znajomi już byli. Karolince i Karlikowi zostawiliśmy kwiaty, zaśpiewaliśmy piosenkę „Poszła Karolinka…”, pamiątkowe zdjęcie i w drogę. Góra - dół - góra i tak było do Ligoty Dolnej. Tam przed Muzeum Sztuki Sakralnej krótki odpoczynek na lody, kawę i krótkie zwiedzanie. I w drogę już tylko pod górę - czereśniowa aleja i Wysoka. Stamtąd każdy już jechał lub szedł swoim tempem. Po pół godziny spotkaliśmy się wszyscy na parkingu znajomej posesji, gdzie zaparkowaliśmy rowery. Krótka przerwa na kawę w restauracji i wyruszyliśmy na zwiedzanie. Najpierw pomnik papieża Jana Pawła II. Zaśpiewaliśmy „Barkę” i zostawiliśmy kwiaty i znicz. Dalej Rajski Plac i Bazylika. Poniżej bazyliki jest cmentarz i tam poszliśmy po raz pierwszy. Jest tam pomnik ku czci powstańców śląskich. Kwiaty, znicz, modlitwa i stamtąd poszliśmy szlakiem kalwarii, najpierw w dół do Poręby i następnie pod górę. Po drodze wstąpiliśmy do kaplicy w Porębie. Na Górze byliśmy z powrotem ok. 14 tej i poszliśmy na obiad i ciasto do domu pielgrzyma. I do rowerów i pod Pomnik Czynu Powstańczego. Udekorowaliśmy wstążkami cokół znicza i postawili przywieziony przez Heńka wazon kwiatów. Po zapaleniu znicza i odśpiewaniu piosenki „Już zachodzi czerwone słoneczko” pamiątkowe zdjęcia i w drogę. Jeszcze spojrzenie z góry na amfiteatr i na rezerwat geologiczny i w dół do Zdzieszowic zawijasami szosy. W Zdzieszowicach na prom. Mieliśmy szczęście, bo czekaliśmy tylko 10 minut na przeprawę. Dalej wąskimi i spokojnymi asfaltami dojechaliśmy do Brożca, gdzie przed ośmioma laty posadziliśmy dąb (po drodze, w Gliniołku pod krzyżem też zostawiliśmy kwiaty i znicz). Dąb jest zadbany i urósł od ubiegłego roku ok. 60 cm. Zaśpiewaliśmy „Skarbie polskich ziem” i w drogę. Oni polami i lasami w kierunku Komorników (i dalej przez Łowkowice koło wiatraka, Strzeleczki i Smolarnię) a ja już prosto przez Krapkowice do Opola. W Tułowicach Heniek i Janek byli po dziewiątej a Maria i Kuba w Komprachcicach troszkę później. To był bardzo udany kolejny wyjazd. Wszyscy dali radę przejechać taką długą trasę. Najdzielniejsza była Marysia, bo na rowerze bez przerzutek. Było gorąco (ok. 27 stopni) ale pochmurnie i dzień spędziliśmy rekreacyjne, bo wiał wiaterek a tempo jazdy było umiarkowane. Do tego liczne postoje na trasie w ciekawych miejscach. Heniek, jak zwykle przed rajdem, przygotował treściwe materiały krajoznawcze i historyczne, więc każdy wiedział, gdzie jedzie i co zobaczy. Były pełne teksty piosenek m.in. „Poszła karolinka …”, „Już zachodzi …” itd. Ja zaoszczędziłem autobusem 12 km na dojazd do Grotowic i na liczniku miałem tylko 93 km.
Marek.
22/07/2026
2026-07-19 Z początku sucho a końcówka mokra
W piątek przez Opole przeszły nawałnice, a w sobotę krążyły gdzieś w pobliżu... Na niedzielę zapowiadano burze wczesnym popołudniem. Postanowiliśmy nie oddalać się zbytnio od miasta. Wiadomo, że z wycieczki można wrócić i w deszczu (zwłaszcza ciepłym, letnim), ale im się krócej moknie, tym lepiej. Wiatr był zmienny, więc tym razem jego kierunku nie braliśmy pod uwagę. Padła propozycja: jedziemy na północ, kierunek Studzionka (Dąbrówka Łubniańska) i Wydmy w Kosowcach. Ogólnie ciepło, przyjemnie! Na wydmach wrażenia jak na pustyni a gorący piasek parzy w stopy. W drodze powrotnej obejrzeliśmy jeszcze "Okrągły Dom" w Dąbrówce. Ponieważ niebo zaczęło się "zaciągać" wzmocniliśmy nacisk na pedały... Do domów dotarliśmy już w pelerynach spływających deszczem.
Spisał Sławek.
22/07/2026
2026-07-17 Dwa wodospady, czyli Jack Waterfall
Lipcową pogodą razu pewnego
wybrał się kumpel w góry z kolegą.
Dwie koleżanki też grzecznie dreptały
do wodospadów, co w Czechach być miały.
Potoczek Srebrny, Góry też Złote,
a oni szli, zlewali się potem.
Szli, szli i doszli, kaskada niemała
a każda dusza do wody się rwała.
Przewodnik w całości zażywał kąpieli,
a co się wydzierał, to ludzie słyszeli.
Że to straszidlo płakały dziatki
wobec wyższego Jożin wzuł gatki.
I poszli dalej do drugiej siklawy
styrani, rzężąc, trzymając się trawy.
Tu jednak pokrótce kurtyna opada
bo tego drugiego brak wodospada.
Drogi kolego, co kaskad wciąż szukasz,
wiesz dobrze... do trzech razy sztuka!!!
P.s.
Wnet chmury przyszły, polała się woda,
W Lazne Jesenik skończona przygoda 🙃.
TEla.
15/07/2026
2026-07-12 Zygzakami między deszczowymi chmurami
Może nie była to powtórka z rozrywki z ubiegłej niedzieli, ale też pociurkało z niebios. Trasa również wiodła raczej w niewielkiej odległości od miasta. Decyzje o jej kierunku podejmowane były spontanicznie: Wójtowa Wieś - Chmielowice - Żerkowice (postój nad stawem) - Mechnice - Chróścina - Dąbrowa (Jacek strzelał ciekawe fotki rycerskie z pomocą AI) - Ciepielowice - Skarbiszów - Narok (postój przy byłej przeprawie przez Odrę), potem trochę klucząc po polach (ucieczka przed deszczem do wiaty w Żelaznej przy boisku) wałami na most we Wróblinie. Przekręciliśmy ok. 56 km (Mariusz wiadomo +). Bez strat w ludziach i sprzęcie zameldowaliśmy się w domach. A… zapomniałabym …. Po drodze, przy samotnym gospodarstwie nad Odrą podziwialiśmy konie i kozy pilnowane jedynie przez psy… całe to towarzystwo spacerowało, gdzie miało ochotę, również po ścieżce, którą jechaliśmy.
TEla.
12/07/2026
2026-07-12 Wakacyjnie wokół Namysłowa
Wymyślili bardzo ciekawą i niedługa trasę ok. 43 km. Wyruszyliśmy spod „Grzybka” po chwilowym wahaniu - czy jechać, czy przeczekać chwilowy deszcz. I dobrze, że pojechaliśmy, bo padało czasem mocno jeszcze przez ponad pól godziny. Początkowo pod wiatr i pierwsza wioska Ligotka i pierwszy postój przed deszczem. I dalej zygzakami od wioski do wioski z kilkoma postojami po bardzo dobrych i spokojnych drogach lokalnych (trasa na zdjęciu). Po drodze kilka kościołów i pałaców, niestety zrujnowanych. Przed południem już się całkiem rozpogodziło i wyschły asfalty. Do Namysłowa wjechaliśmy przed trzynastą. Pamiątkowe zdjęcie nad stawem i do domu. Ja tradycyjnie pojeździłem jeszcze po mieście, bo ciągle jest coś nowego lub odnowionego. Obiad zjadłem w „makaroniarni” na rogu Rynku. Polecam.
Marek.
Więcej zdjęć i relacja na stronie
Kliknij tutaj, aby odebrać Sponsorowane Ogłoszenie.
Kategoria
Skontaktuj się z ta organizacja
Telefon
Strona Internetowa
Adres
Oleska 23/4
Opole
45-052