Sensithief

Sensithief

Udostępnij

Dane kontaktowe, mapa i wskazówki, formularz kontaktowy, godziny otwarcia, usługi, oceny, zdjęcia, filmy i ogłoszenia od Sensithief, Muzyk/zespół, ul. Grodzka 3, Lublin.

10/04/2026

Pan Wadada TV jak zwykle dowozi kontent toppa ting. Czytajcie, lajkujcie, followujcie, bo mało kto w tym kraju jeszcze podtrzymuje ten ogień 🔥🔥🔥🔥

🔥🔥 CAPLETON - ŻYCIE UTKANE Z PŁOMIENI 🔥🔥

🔥 Capleton. Artysta Instytucja. King Shango. To ten człowiek, który po fazie zainteresowania twórczością Boba Marleya wyniósł moją miłość do jamajskiej muzyki na kosmicznie inny level. Saturn, Pluton, najbardziej Mars. Planeta ognia. Kiedy pierwszy raz usłyszałem Capletona w duecie z Kamilem Bednarkiem momentalnie znalazłem się w innym miejscu mojej tożsamości muzycznej. Ukryte drzwi, ciche przywoływanie, nagłe zaskoczenie. Ktoś pokazał mi, że to reggae można mocniej, że można ostrzej, że to może drapać. Jego ryknięcie na początku utworu było jak ten metaforyczny płomień, który rozpala ognisko. Płonie ono do dziś w moim sercu, a siódemki z jego głosem ogrzewają mój pokój z każdej strony.

🔥 Idąc za metaforą ogniska, podtrzymywanie jego płomienia miało kilka etapów. Nie przez cały czas płonęło ono stabilnym płomieniem, ale nigdy nie zgasło. Największy ogień oczywiście zapłonął na samym początku. Przypominało to buchnięcie wielkiego żaru, którego nawet nie ma sensu opanowywać. Pożar 1000. To wtedy trafiłem na słynny koncert z Paryża o wymownym tytule Paris Burnin i w nieskończoność mogłem zapętlać moment wbiegnięcia Capletona na scenę. Jah Jah City było wtedy jego największym hitem i to właśnie ten numer na bardzo długi okres zaczął wyznaczać dla mnie tożsamość artystyczną Capletona. Widziałem go wtedy jako artystę modern roots, dowiadywałem się co to znaczy bobo dread, czytałem o Pinnacle, słuchałem wywiadów starając się zrozumieć jego metaforę ognia. Rozbłysłem.

🔥 Już wtedy wiedziałem, że zdobyć jego płyty cd w Polsce nie będzie łatwo, ale z jakiegoś niezrozumiałego dla mnie powodu w swoich zasobach posiadał je empik i można te płyty było zamówić przez internet. Totalnie na wyciągnięcie ręki, może trochę droższe od sklepowych, ale w zasięgu mojego studenckiego portfela. Udało się wtedy zdobyć Reign of Fire. Zaraz po tym zdobyłem na allegro More Fire, które ktoś mi przypadkowo sprzedał z płytą Still Blazin w środku. To czas kiedy mniej mi imponował dancehall, więc brałem od niego wszystkie one dropy. That day will come, Ton Load, Mi deh yah, Mashing up the World, ale też mniej hitowe Some day czy Jah preserve my soul, które wyskakiwały w youtubowych algorytmach. Można powiedzieć, że w pierwszej fazie mojego zainteresowania dominowała twórczość reggae z okresu lat 2000s.

🔥 To też dla mnie najbardziej płomienny okres Capletona, który z ognia zrobił wtedy swój znak rozpoznawczy, a niektóre ryknięcia ocierały się o metalowy growling. Palił wtedy wszystko jak leci. Jego dancehallowa twórczość z lat 2000s była mi zdecydowanie dalej w tamtym czasie, chociaż Capleton z bardzo dobrym skutkiem nagrywał się na większości wielkich dancehallowych riddimów i tworzył takie numery jak Slew Dem, Toppa Things, Badness, Or Wah. Spokojnie też stawał na scenie obok takich tuz jak Elephant Man, Bounty Killer czy Beenie Man, wielokrotnie zjadając ich swoją energią. Nawet teraz, jak patrzy się na niektóre jamajskie imprezy, to można odnieść wrażenie, że Capleton jest ostatnim bastionem live performance. Być może jest to nadużycie, ale nie da się ukryć, że bardzo często tylko on jest w stanie obudzić jamajską publiczność z letargu.

🔥 Ogień, który wysyłał w kierunku Watykanu był wtedy dla mnie bardzo dużym zaskoczeniem, ale otworzył mi oczy na przewinienia kościoła katolickiego, których jako dziecko nie wolno mi było dostrzegać. Bezkompromisowość była z nim w zasadzie od początku, ale od płyty Prophecy zaczęła wyznaczać kierunek drogi artystycznej w duchu rastafari.

🔥 Drugim etapem, w którym ognisko zapłonęło na nowo było odkrycie jego twórczości z połowy lat 90, kiedy to Capleton stworzył album Prophecy. To był Capleton jeszcze bez turbana, ale już bardzo mocno podkreślający swoją afrykańską i rastafariańską tożsamość. Album Prophecy w mojej świadomości pojawił się dość późno, ale kiedy już to się stało, to nigdy jej nie opuścił. To było jak wejście do nowego świata, skręcenie w uliczkę, która zawsze tu była, ale dopiero z pewnej perspektywy ukazała cały swój urok. Dziś mogę powiedzieć, że twórczość Capletona z tego okresu jest moim top top top. Top 5 wszechczasów jamajskiej muzyki. Poza orbitą, poza skalą temperatury. Wybuch wulkanu, popiół unosi się do dziś. Koncertem, który towarzyszył mi w tej fazie był jego występ w brooklyńskim Biltmore Ballroom. Wybitnie podobał mi się tym mrocznym anturażu, który przypominał jakiś tajny koncert dla wtajemiczonych. Muzyczną stylówkę Capletona z tamtych czasów wyznaczały dla mnie catchphrases, którymi posługiwał się między utworami i fragmenty acapella, które brzmiały jeszcze lepiej niż z instrumentalnym podkładem. Rodzaj muzycznego sashimi, kiedy surowy produkt jest lepszy przed niż po obróbce.

Emmanuel liveth everytime
Selassie I liveth everytime
Marcus Garvey him liveth everytime

🔥 Nie potrafię dokładnie zdefiniować tego językiem muzycznym, ale wydaje mi się, że w tamtym okresie również jego głos brzmiał inaczej. Miał taką fantastyczna manierę, którą pieszczotliwie – ale z wielkim szacunkiem - nazywam sobie miauczeniem. Szczególnie słychać to w Babylon Judgment, ale również Send dem come czy Leave Babylon.

🔥 Trzecim etapem, który trwa do dziś było odkrywanie twórczości Capletona przez siódemki. Uwielbiam przekopywanie buyreggae czy discogs, bo bardzo często tylko w ten sposób można dotrzeć do singli, których nie ma nigdzie indziej. Czasami nie chodzi nawet o to, aby te płyty kupić, ale osłuchać się oraz wzrokowo ogarnąć dla jakich producentów nagrywał najczęściej Capleton. W ten sposób trafiłem na Time, wspaniały modern rootsowy anthem z genialną sekcją perkusyjną wyprodukowany przez Style Scotta. W ten sposób trafiłem na dziwny album kombinacyjny, który Capleton nagrał z General Levy. W ten sposób trafiłem na Love Mama i wiele innych.

🔥 Pierwszą długogrającą płytę winylową Capletona kupiłem podczas wrocławskiego Soundclash Weekender od czeskiego soundsystemu Forward March Posse. Było to Good So i kiedy ją kupowałem, wiedziałem, że mam w ręku płytę, którą nie jest tak łatwo zdobyć w mainstreamowym obiegu (nawet jeśli była wydana przez VP Records). Kocham na niej Cold Blooded Murderer, Prepare fi die, lubię riddim do Temple, ale ostatecznie ta produkcja nigdy nie znalazła się w moim top twórczości Shango. Piękny artefakt z lat 90, który przypomina nam o tym, że Capleton zaczynał w dość luźnej dancehallowej formule. Jego pierwsze numery takie jak Long John czy Bumbo Red wydane na początku lat 90 są tego potwierdzeniem.

🔥 Selekcja moich ulubionych utworów Capletona była zadaniem niełatwym . Postaram się uzasadnić wszystkie wybory, ale nie będzie łatwo. To boli. Nie chcę tego robić. Chcę iść przez park, nucić pod nosem jego piosenki i dorzucać je do tego zestawienia. Nie chcę się ograniczać. Selekcja numerów Capletona parzy. Kiedy wydaje mi się, że panuję nad dziesiątką moich ulubionych numerów, pojawia się nowy. Na początku to taki malutki łaskoczący ognik, ale z każdą chwilą robi się coraz większy i grozi mi poparzeniem, jeśli go nie umieszczę w zestawieniu. Kiedy wydaje mi się, że ogień jest opanowany przypomina mi się Badness, przypomina mi się Toppa Tings, przypomina mi się Can’t sleep at night, przypomina mi się Salvation, przypomina mi się Chalice, przypomina mi się Who I Am.

🔥 Time
🔥 Rising up
🔥 Capleton feat. Yami Bolo
🔥 Heathen reign
🔥 Don’t dis the trinity
🔥 Acres
🔥 Send dem come
🔥 Or Wah
🔥 Mashing up the world
🔥 Young and old

🔥 Time oraz Rising up to numery dla wtajemniczonych. To nie są pierwsze strony gazet, to nie są nagłówki. Ciężkie, głębokie reggae riddimy, do których dotarłem bardzo późno. Są dla mnie jak nagroda za cierpliwość. Time oraz Rising up to numery, których nie wolno zatrzymywać w połowie. To tak jakbyś chciał zatrzymać rzekę wrzucając do niej jedną kłodę. Do tego zestawienia chętnie dorzuciłbym jeszcze Salvation nagrane dla Black Scorpio, ale nie mogę tego zrobić, bo ogień trzeba utrzymywać na różne sposoby.

🔥 Heathen reigh i Don’t dis the trinity to moje all time favourite. Sa dla mnie najbardziej wyrazistą reprezentacja Capletona z okresu płyty Prophecy. Odważne, kontrowersyjne, bliższe Czarnych Panter niż wysublimowanych przemówień czarnych bojowników o prawa człowieka. Definicja bezkompromisowości. Radykalna autentyczność.

🔥 Wszystkie duety Capletona z Yami Bolo to ogień - Hotness, Put down Your weapons, Liberation. Kocham ten duet i jestem w szoku, że nie nagrali razem wspólnego albumu. Dwa miauczące koty, z których jeden jest afrykańskim lwem, a drugi amazońskim jaguarem. Za każdym razem, kiedy ich słyszę to mam wrażenie, że przeczytali swoje teksty, weszli razem do kabiny i nie było potrzeby, aby do niej wracać.

🔥 Acres to jeden z najbardziej nieoczywistych g***a tunes, jakie znam. Utwór ze wspaniałą dramaturgią, który trzeba grać w całości i cierpliwie pozwolić mu na rozwijanie swoich struktur. Jak oni wpadli na to, żeby Capleton sam robił dźwięki helikoptera. Zwrotka o Afryce, piękne.

🔥 Send dem come to jeden z moich ulubionych dancehallowych numerów Capletona z lat 90. Mięciutki, szybciutki, skoczny, ale najważniejsza jest niewyobrażalna ilość dni, kiedy nuciłem pod nosem - Send dem come, send dem one by one. Czy to świadczy o jakości tego numeru? Moim zdaniem tak. Wyobraź sobie, że wiedziesz spokojne życie, ale kilkanaście razy w ciągu roku śpiewasz refren tego numeru. It means something.

🔥 To zestawienie nie byłoby pełne, gdybym nie wymienił przynajmniej jednego dancehallowego numeru z okresu 2000s na jakimś hitowym riddimie. Nawet jeśli to mój najmniej ulubiony okres, to myślę o Slew Dem. Myślę o Toppa Things. Myślę o Badness. Wybieram jednak Or Wah. Za każdym razem, kiedy słyszę ten numer na płycie Reign of Fire to coś się we mnie budzi. Bardzo późno odkryłem, że tekst tego numeru jest mocno osadzony w Jamajskiej kulturze. Capleton jest tutaj w trybie radykalnego patois i bardzo szybko wymienia jamajskie dzielnice takie jak Papine, Grants Pen, jamajskie imprezy takie jak Passa Passa czy selektorów jak Fire Links czy Wee Pow. Uważam, że jest to genialnie wymyślony pomysł na piosenkę. Sztuka konceptualna. Autentyczna Jamajka z lat 2000s. Swego czasu był to również flagowy numer imprez organizowanych we Wściekłym Psie przez Rogala i Bucera, więc mam też do niego stosunek emocjonalny.

🔥 Z płyty Still Blazin do mojego rankingu wybrałem Mashing up the World, ale bardzo bliskie jest mi również Mi deh yah. Mashing up the World znam na pamięć, kocham intro przed wejściem sekcji rytmicznej, kocham słowa. Jak smutne, że dziś ten tekst jest on jeszcze bardziej aktualny niż w latach 90.

🔥 Young and the Old to oda do płyty I-Testament, do której lubię wracać od czasu do czasu.

🔥 W 2014 jako wolontariusz na festiwalu One Love miałem opiekować się Capleton’em i całym Prophecy Band podczas ich wizyty w Polsce. To było moje wielkie marzenie, które niestety w mroku niespełnienia pogrążył wypadek Capletona, który dzień wcześniej spadł ze sceny i wylądował w szpitalu. Na szczęście nic mu się nie stało, ale do Polski przyjechał sam Prophecy Band. Opiekowanie się nimi było dla mnie pierwszym realnym zetknięciem się z jamajską kulturą twarzą w twarz. Nie byłem w stanie zrozumieć zbyt wiele z ich patois, ale czułem się jak szef, kiedy prowadziłem ich przez Pasaż Grunwaldzki na chińskie jedzenie. Miałem wtedy przy sobie płytę Still Blazin licząc na jakiś autograf artysty, ale skoro to się nie udało, to puściłem ją w busie. Chłopaki od razu zwrócili uwagę na Mashing up the world i poprosili mnie o pullup, żeby przedyskutować jakieś wokale i akordy, które mieli do zagrania na koncercie.

🔥 Dziwnie mi się pisało ten post, bo z jednej strony duża przyjemność pisać o jednym z moich ulubionych artystów, a z drugiej czułem dziwny niepokój osadzając się chwilowo w tak mocnych wspomnieniach. Teraz muszę wrócić do współczesności i odpowiednio to wszystko zbalansować. Może uda się jutro podczas wrocławskich urodzin Splendid Sound? Wrocław to miasto reggae, nigdzie indziej na świecie flow jamajskich artystów nie płynie tak szeroko jak tam. Kiedy słyszę Acres and Acres, ulica Legnicka powiększa się o trzy pasy. Miękkość tego miasta wybitnie wchodzi w dialog z przyjemnie pulsującym basem reggae. Kto choć raz obserwował zachód słońca nad Odrą słuchając Salvation Capletona, ten wie o czym mówię. A może tym razem zrobię sobie spacer po zakurzonym Nadodrzu, a w słuchawkach będzie płynąć ciężki Rising up from the dust?

see yah,

filip

01/04/2026

Miałem napisać, że "hehe od dzisiaj gramy " ale przez cały dzień nie wymyśliłem żadnego który nie był przynajmniej rozważany do grania.

12/03/2026

🔥WELCOME TO JAMROCK 🔥
[ENG BELOW]
Ponownie wracamy do Undergroundu zaserwować wam imprezę w karaibskich i pokrewnych klimatach 🔥

Jak zawsze będzie reggae i dancahall pewnie nie zabraknie soca, jungli, d'n'b czy grime.
Tym razem odwiedzi nas prosto z Wrocławia, więc spodziewajcie się, że ta edycja będzie jeszcze bardziej szalona niż te do tej pory 🔥🔥🔥🔥


Oprócz tego oczywiście Wasi znani i lubiani gospodarze, czyli

18.04.2026
21:00
Lublin, Grodzka 3
wjazd: 20 pln przedsprzedaż (piszczie priv do Sensithief) / 30 pln na wejściu (weźcie gotówke!)

----

We're back again to bring you a party with Caribbean vibes 🔥

As always, there will be reggae, dancehall, some soca, jungle, d'n'b and grime.

This time we will host TUN UP sound outa Wrocław, so you better expect maddest party!

Additionally, of course, your well-known and beloved hosts, SENSITHIEF and LOVE SEN-C MUSIC.

April 18, 2026
9:00 PM
UNDERGROUND, Lublin, Grodzka 3
Admission: 20 PLN pre-sale (send a private message to Sensithief) / 30 PLN at the door (bring cash!)

25/02/2026

🔥WELCOME TO JAMROCK 🔥

[ENG BELOW]

Ponownie wracamy do Undergroundu zaserwować wam imprezę w karaibskich i pokrewnych klimatach 🔥

Jak zawsze będzie reggae, pewnie nie zabraknie soca, jungli, d'n'b czy grime, ale na tej edycji najwięcej będzie dancehallu - zarówno tego który rządzi dzisiejszymi ulicami Jamajki, jak i tanecznych klasyków, a to za sprawą naszego specjalnego gościa, pochodzącego z Jamajki - Rubidoo -

Chociaż na codzień Rubidoo zajmuje się głównie tańcem, to za dekami czuje się równie pewnie co na parkiecie, a jego sety to 100% Jamajski vybe.

Na parkiecie toważyszyć mu będzie wielokrotna Dancehall Queen - Ale Camara - .camara

Oprócz tego oczywiście Wasi znani i lubiani gospodarze, czyli SENSITHIEF i LOVE SEN-C MUSIC

07.03.2026
21:00
UNDERGROUND, Lublin, Grodzka 3
wjazd: 20 pln przedsprzedarz (piszczie priv do Sensithief) / 30 pln na wejściu (weźcie gotówke!)

----

We're back again to bring you a party with Caribbean vibes 🔥

As always, there will be reggae, some soca, jungle, d'n'b and grime, but this edition will be dominated by dancehall - both the kind that rules the streets of Jamaica today, as well as dancers' classics, thanks to our special guest, Rubidoo outta Jamaica!

Although Rubidoo is mainly involved in dancing, he is a bad selecta same way and his sets are Jamaican vybe 100%.

He will be accompanied on the dance floor by Dancehall Queen - Ale Camara!

Additionally, of course, your well-known and beloved hosts, SENSITHIEF and LOVE SEN-C MUSIC.

March 7, 2026
9:00 PM
UNDERGROUND, Lublin, Grodzka 3
Admission: 20 PLN pre-sale (send a private message to Sensithief) / 30 PLN at the door (bring cash!)

Chcesz aby twoja osoba publiczna była na górze listy Osoba Publiczna w Lublin?
Kliknij tutaj, aby odebrać Sponsorowane Ogłoszenie.

Kategoria

Zespół Kulinarny

Strój

Strona Internetowa

Adres


Ul. Grodzka 3
Lublin
20-112