Zbigniew Rajs
Zbigniew Rajs - przewodnik górski Jestem przewodnikiem górskim beskidzkim kl. podkarpackiego. Należę do Koła Przewodników PTTK Krosno. www.miastoszkla.pl
III na obszar Beskidów Wschodnich i posiadam ważne uprawnienia państwowe nadane przez marszałka woj. Jestem także przewodnikiem Bieszczadzkiego i Magurskiego Parku Narodowego. Na co dzień pracuję jako przewodnik w Centrum Dziedzictwa Szkła
w Krośnie.
11/08/2026
11.08.2026
W Beskidzie Morawsko-Śląskim
Ja wiem, że plany były inne i miała być Rumunia, ale pogoda w tym regionie, do którego mieliśmy jechać nie zapowiadała się optymistycznie. Przez cały tydzień, każdego dnia był prognozowany deszcz. Nie chcieliśmy powtórki z zeszłego roku, dlatego tym razem "przestawiliśmy wajchę" w drugą stronę i pojechaliśmy do Czech.
Na początek górskich wędrówek wybraliśmy Radhošť i Pustevny w Beskidzie Morawsko-Śląskim. Te miejsca są piękne, ale też przez łatwą dostępność (jest wyciąg krzesełkowy i droga asfaltowa), charakteryzują się pewną jarmarcznością. Trochę to wszystko przypomina zakopiańską Gubałówkę. Przewalają się tam tłumy ludzi. Rodziny z dziećmi na wózkach i biegającymi w każdym kierunku, seniorzy z psami, młodzi na hulajnogach, rowerzyści na "elektrykach", panuje tam ogólny harmider. No cóż, miejsce szczególne i na dodatek w szczycie sezonu. Na pewno jesienią i wiosną jest tam spokojniej. Zimą spokoju nie ma, bo działa tam stacja narciarska. Chcieliśmy jednak to miejsce zobaczyć z pewnego powodu. Pustevny słyną z kilku drewnianych obiektów, które m.in. zaprojektował znany słowacki architekt Dušan Jurkovič, związany też poprzez swoją działalność zawodową, z pierwszowojenną historią Beskidu Niskiego.
Jak tam dzisiaj było, zobaczycie na zdjęciach. Pustevny i Radhošť to na początek, inne szlaki (spokojniejsze, bez takiego tłumu turystów) też czekają. Pokręcimy się po okolicy, posmakujemy czeskiej kuchni. Pogoda na najbliższe dni zapowiada się wspaniale. Będzie fajnie!
29/07/2026
29.07.2026
Beskidem po pograniczu słowacko-polskim...
Dzisiaj przy pięknej pogodzie przydarzyła się ładna pętelka z Woli Wyżnej przez tereny nieistniejącej wsi Rudawka Jaśliska, Kalinov po słowackiej stronie i na powrocie Jasiel po stronie polskiej. Na całej trasie (ok. 25 km) nie spotkaliśmy żadnego turysty. Pomimo pięknej pogody, komfortowej temperatury i wakacji, nawet na polu biwakowym w Jasielu poza rezydentem, który spędza tam kilka tygodni każdego lata, nie było nikogo. Obecności dzikiego zwierza o brunatnej maści nie stwierdzono. Cisza, spokój, piękne łąki towarzyszyły nam po drodze, a w Kalinovie, w restauracji "Kalinka" czekał na nas smaczny obiad, kofola i kawa. Trasa zajęła nam łącznie z przerwami 9 godzin. Nie śpieszyliśmy się specjalnie, bo też nie było po co.
10/05/2026
10.05.2026
Beskid Mały - Trzonka
Dzisiaj pogoda była jak marzenie
i chociaż był to też dzień powrotu do domu, grzechem byłoby nie skorzystać z tak pięknych okoliczności przyrody. Szybkim wyborem stała się Chatka KTG "Limba" i sam szczyt Trzonka w Beskidzie Małym. Pętlę około 10 kilometrów można pokonać w ciągu 4 godzin spokojnym marszem, ciesząc się po drodze widokami. W sam raz na niedzielne przedpołudnie.
Wariantów dotarcia na Trzonkę jest kilka. My wybraliśmy się z Targanic koło Andrychowa. Przy remizie zostawiliśmy auto i ulicą Wesołą, pomiędzy domami, wyszliśmy na sporą wysokość. Dalej leśna ścieżka bez znaków doprowadziła nas do górnej części wsi Brzezinka. Tam złapaliśmy zielony szlak i ul. Palenica (tak, są tam ulice) dotarliśmy do górskiej chatki. Budynek małego schroniska turystycznego, prowadzonego przez Klub Turystyki Górskiej PTTK przy AZPB "Andropol" S.A. w Andrychowie, był kiedyś gajówką Nadleśnictwa Andrychów. Obiekt działa od maja do października w weekendy. W innych terminach po uzgodnieniu. Jest to miejsce z klimatem charakterystycznym dla chatek studenckich. Oferuje proste noclegi i dostęp do kuchni turystycznej. W chatce jest prąd, ale nie ma bieżącej wody. Obok chatki jest studnia. Miejsce piękne, a z pobliskiego szczytu Trzonka 727 m n.p.m. jest ładna górska panorama. Wróciliśmy do Targanic żółtym szlakiem, w sam raz na obiad. Podczas wędrówki mieliśmy nad głowami błękitne niebo, słoneczko i cały czas towarzyszył nam zapach kwitnących jabłoni z przydomowych sadów, które mijaliśmy po drodze.
20/03/2026
20.03.2026
Na północnych rubieżach Podkarpacia
Wolny od pracy dzień to w moim przypadku rzadkość, więc trzeba taki stan rzeczy wykorzystać, tym bardziej, że po dzisiejszym piątku, w sobotę i niedzielę czekają obowiązki zawodowe. Korzystając z ładnej pogody, odwiedziliśmy pałac Sieniawskich i Czartoryskich w Sieniawie, byliśmy przy zabytkowej strażnicy kolejowej w Tryńczy i miejscu, gdzie rzeka Wisłok wpada do Sanu. Dzień został (po raz kolejny zresztą) podsumowany kolacją w Karczmie pod Semaforem w Bachórzu. Pierogi były pyszne, a deser pod postacią tarty z truskawkami to mistrzostwo świata! Odwiedźcie kiedyś te tereny. Znajdziecie tam mnóstwo krajoznawczych ciekawostek. Część z nich poznacie czytając opisy do zdjęć w galerii.
22/02/2026
22.02.2026
Moin!
Część tegorocznych ferii zimowych spędziliśmy nad Bałtykiem. Po raz kolejny bazą był niemiecki kurort Heringsdorf, a dokładnie wczasowa dzielnica Bansin. W tamtej części Niemiec ludzie witają się nie tak jak w innych regionach słowami Guten Tag czy Grüss Gott, tylko słowem pochodzącym z dialektu fryzyjskiego - moin. Odpowiada się na to pozdrowienie moin, moin aczkolwiek, ponieważ żyje tu lud oszczędny, niekiedy słyszy się w odpowiedzi tylko moin, bo jak powszechnie się sądzi moin, moin to o jedno słowo za dużo!🙂
Podczas pobytu odwiedziliśmy trzy wyspy: Wolin, Uznam i Rugię. Zwiedzanie było oczywiście mocno wybiórcze, bo zbyt krótko trwał nasz wypoczynek (zaledwie 6 dni), ale udało się zobaczyć wiele ciekawych miejsc. Na Wyspie Wolin byliśmy w polskim kurorcie Międzyzdroje. Wyspa Uznam oprócz miasta Heringsdorf, pokazała nam uroki niewielkich wiosek Benz, Mellenthin i Pudagla. Dojechaliśmy też do miasteczka Usedom (Uznam), od którego wyspa wzięła nazwę. Słowiańskie korzenie tej nazwy kryją się w średniowieczu, kiedy na tym terenie istniało słowiańskie osadnictwo. Rugia, największa niemiecka wyspa zamieszkała niegdyś również przez słowiańskie plemię Rugian, jest jednocześnie najbardziej na północ wysuniętym terenem Republiki Federalnej Niemiec. Tu wystarczyło czasu na zwiedzanie portowego miasta Sassnitz, byliśmy także przy klifie w Parku Narodowym Jasmund i w Kap Arkona, gdzie kiedyś istniał słowiański gród. Nie udało się zwiedzić miasta Stralsund, którego stara część została wpisana na listę UNESCO, bo zrobiło się już późno, a do domu daleko. Temat zdecydowanie do nadrobienia.
Nasz tegoroczny pobyt był krótki, więc pozostał niedosyt, ale to w sumie dobrze! Wybierzemy się tam kiedyś znowu.
16/01/2026
16.01.2026
Niedaleko, a ciekawie...
Pogórze Strzyżowskie może nie obfituje w miejsca widokowe z szerokimi panoramami, ale trasa z Gogołowa do Januszkowic, biegnąca wierzchowiną nad drogą Frysztak - Klecie, jest w tym względzie wyjątkowa. Praktycznie cały czas mamy widok z dość wysokich wzniesień na całą okolicę, a w sprzyjających warunkach, na horyzoncie zaznaczają się także Tatry.
Sam Gogołów swoją historią sięga XIV wieku i jak głosi legenda, król Kazimierz Wielki polował tu na dzikie kaczki (gogoły) i założył Osadę Gogołowską. W XVIII wieku działała tu niewielka huta szkła w części wsi Gogołów, która jest teraz osobnym sołectwem (Huta Gogołowska).
We wsi jest zabytkowy, drewniany kościół pw. św. Katarzyny z 1672 r. Przy górnej stacji wyciągu narciarskiego w Gogołowie, kilka lat temu, Arkadiusz Andrejkow namalował cykl murali "Tutejsi", poświęcony mieszkańcom wsi.
Na koniec wędrówki dotarliśmy do cmentarza nr 217 z czasów I wojny światowej w Januszkowicach, gdzie spoczywa 227 żołnierzy armii austro - węgierskiej i armii rosyjskiej, poległych w grudniu 1914 i maju 1915 roku.
Plan wykonany. "W nogach" 12 kilometrów, płuca przewentylowane styczniowym powietrzem. I o to chodzi!
26/10/2025
26.10.2025
Znowu Tokaj...
Jak zwykle jesienią każdego roku, ten kierunek jest dla nas obowiązkowy. Tym razem nie było łatwo z noclegami, bo w czwartek 23 października Węgrzy obchodzili uroczyście rocznicę rewolucji 1956 roku. W związku z dniem wolnym od pracy, ruszyli na długi weekend. Dopiero po dłuższych poszukiwaniach udało się wynająć apartament w Szerencs.
Program wyjazdu był można rzec klasyczny, ale ta klasyka właśnie nas cieszy! Nieśpieszne spacery po winnicach, rozpieszczanie podniebień tokajskim winami, wizyta w kąpielisku termalnym w Szerencs i na Moście Jedności Narodowej w Sátoraljaújhely, to wszystko było zaplanowane w programie. Oprócz tego podziwialiśmy piękną jesień i smakowaliśmy węgierską kuchnię.
Prawdą jest, że tam doskonale się odpoczywa od tego trochę zwariowanego, codziennego życia.
Minden jót! 🥂
08/08/2025
08.08.2025
Babia Góra od słowackiej strony
Jeszcze zimą zeszłego roku postanowiliśmy, że letnią porą wyjdziemy na Babią Górę od strony południowej. Żółty szlak zaczyna się w osadzie Slaná Voda, w miejscowości Oravská Polhora i prowadzi na sam szczyt. O ósmej rano stanęliśmy na parkingu i rozpoczęliśmy podejście. Ponieważ start był na wysokości 755 m n.p.m., mieliśmy na wstępie do pokonania przewyższenie około tysiąca metrów. Początek drogi jest nużący, kamienista kilkukilometrowa droga wznosi się powoli do góry. Potem trzeba szybko łapać wysokość, toteż podchodzi się po sporych stromiznach.
Duża część trasy jest poprowadzona lasem. Dopiero prawie pod szczytem wchodzi się w kosodrzewinę. Co jakiś czas są wiaty turystyczne, ostatnia w zasadzie pod Diablakiem, sporo ławek i dwie platformy widokowe, wyposażone w sprzęt optyczny. Widok z jednej platformy w przyszłym roku niestety zupełnie zasłonią podrastające świerki. Na sporym odcinku szlaku towarzyszy nam strumień.
Nie było dzisiaj dobrej widoczności, gdzieś tam na południu majaczyły się Tatry, Niżne Tatry, Veľký Choč, Wielka i Mała Fatra i Jezioro Orawskie. Ruch turystyczny na szczycie Babiej Góry, jak na wakacje i dobrą pogodę, umiarkowany. W weekend będzie zapewne tłoczniej.
Wróciliśmy do Slanej Vody czerwonym szlakiem z Małej Babiej Góry. Zakończyliśmy pętlę o godzinie 17.00, przechodząc około 20 km.
Na koniec informacja, która może Was zainteresować. Jeśli jesienią będziecie się wybierać na Babią Górę, weźcie pod uwagę fakt, że szlak niebieski z Krowiarek do schroniska na Markowych Szczawinach zostanie zamknięty w związku z remontem. Szczegóły w linku poniżej.
https://bgpn.gov.pl/aktualnosci/remont-szlaku-niebieskiego-gornego-plaju
30/07/2025
28-30.07.2025
Co w tej Rumunii jest ciekawego, że wciąż tam jeździcie?
Takie pytanie często słyszą ci, którzy w Rumunii się zakochali i nie mogą bez niej żyć. Trudniej tę miłość pielęgnować ludziom z północnej czy centralnej Polski. Oni mają dalej. My, z południowego wschodu kraju, mamy bliżej do Rumunii niż do Warszawy, więc jest nam łatwiej tam dotrzeć.
Pomysł na ten wyjazd zrodził się nagle, bo plany wakacyjne były inne. Na dodatek pogoda w tej części Rumunii, do której chcieliśmy pojechać, nie zapowiadała się optymistycznie. Ale stwierdziliśmy, że jakoś to będzie. Jak nie da się pochodzić po górach, zrealizujemy wariant zastępczy.
Spakowaliśmy bagaże do auta i ustawiliśmy nawigację na Góry Zachodniorumuńskie, a dokładnie Padiş w górach Bihor. Noclegi niejako "rzutem na taśmę" załatwiliśmy w Pietroasa.
Plany wycieczek górskich były ambitne, ale pogoda na miejscu, jak zwykle zresztą, dokonała weryfikacji naszych zamierzeń.
W krótkich "okienkach pogodowych" udało się przejść z Padiş przez Poiana Ponor do schroniska Cabană Cetățile Ponorului, a potem na Poiana Glăvoi. Tam nas dopadł deszcz. Przeczekaliśmy ulewę pod małym daszkiem mapy Parku Narodowego Apuseni. Nazajutrz czekaliśmy na poprawę pogody (po wieczornej burzy poprzedniego dnia) aż do południa. Słońce w końcu błysnęło i szybko trzeba się było decydować - idziemy czy nie. Ponieważ na konktretną górską trasę było już za późno, poszliśmy z miejscowości Boga na Piatra Ciungilor, szczyt na skalnej grzędzie. Widoki mieliśmy jak z samolotu. Skalna grzęda, którą był poprowadzony szlak, wznosi się kilkaset metrów nad doliną. Po zejściu z Piatra Ciungilor, dotarliśmy jeszcze do wodospadu Cascada Bulbuci.
Każdego dnia, w tzw. międzyczasie, zwiedzaliśmy okolicę. Sporo jest tutaj drewnianych, zabytkowych cerkwi, np. Brădet, czy Stânceşti.
W Brădet udało się nawet wejść do środka świątyni.
Po Rumunii jeździ się często szutrowymi drogami. Nawigacja bez "mrugnięcia okiem" takimi drogami prowadzi. W zasadzie da się, z zachowaniem ostrożności, przejechać taką drogą. Nie wybierajcie się jednak osobówką o niskim zawieszeniu z Doda Pilii na Padiş lub odwrotnie. Piętnaście kilometrów drogi szutrowej, na którą nawigacja popycha, jest w nienajlepszym stanie. Nawet dla kierowcy samochodu terenowego pokonanie tej trasy będzie wyzwaniem. Kiedyś przeszedłem tą drogą paręset metrów od strony Padiş dlatego wiem, że jazda tamtędy osobówką jest raczej niemożliwa. Sąsiad z pensjonatu, z pokoju obok, kilka dni temu uszkodził tam miskę olejową. Auto jest w naprawie, a on jeździ samochodem zastępczym. Ciężki temat z naprawą. Może ta droga będzie mieć kiedyś lepszą nawierzchnię. Przydałaby się bardzo.
A my niedługo wracamy do kraju, ale na powrocie jeszcze coś na pewno uda się zwiedzić. Do zobaczenia!
21/07/2025
20.07.2025
Hej, ku górom!
To była typowa przypominajka. Po latach wróciliśmy na szlaki wokół Piwnicznej-Zdroju. Sporo się tam zmieniło.
Na osiedlu Bziniaki wybudowano nowe domy. Jeden z obiektów będzie prawdopodobnie pełnił funkcję pensjonatu, bo jest naprawdę duży.
Na Jackowej Pościeli, miejscu poświęconym ludziom, którzy utracili życie w górach, bądź z górami związanych, pojawiły się nowe upamiętnienia.
Od 1maja 2020 roku zawiesiła działalność Chatka pod Niemcową. Obiekt jest od paru lat wyłączony z użytkowania i raczej nie zanosi się na to, aby turyści w najbliższym czasie tam powrócili. Ścieżka prowadząca do Chatki zarasta trawą, przejścia nie ma, o czym informuje tablica "Teren prywatny, wstęp wzbroniony". Takich tablic przy szlaku jest teraz więcej. Być może w ten sposób właściciele chcą bronić się przed rozjeżdżaniem ich gruntów przez quady.
Po zejściu z Wielkiego Rogacza przewidzieliśmy mały popas w Bacówce na Obidzy (pierogi, kawa). Był też czas na krótką rozmowę z jednym z bohaterów serialu "Górale", zrealizowanego przez Grupę Polsat. "Johnny" prowadzi mały interes gastronomiczny na Obidzy. Na trasie wędrówki znalazła się też wieża na Eliaszówce, ale tym razem nie zeszliśmy spod wieży na słowacką stronę do greckokatolickiego sanktuarium
w Litmanovej, na górze Zvir.
Osiedle Piwowary w dalszym ciągu oferuje przepiękne panoramy i to (mam nadzieję) się nie zmieni. Po około dziesięciu godzinach, przez Łazy, zeszliśmy do Piwnicznej-Zdroju. W mieście, na elewacji jednej z kamienic, została ostatnio umieszczona tablica pamiątkowa poświęcona "Szkole nad obłokami". Maria Kownacka, autorka wielu opowiadań dla dzieci, mieszkając przez jakiś czas w Rytrze, napisała "Rogasia z Doliny Roztoki" i opowiadanie "Szkoła nad obłokami". Na tej literaturze moje pokolenie się wychowało. Dobrze by było, aby współczesne pokolenie wychowywało się na dobrej dziecięcej literaturze, a nie na animowanych serialach. To jednak tylko moje marzenia.🙂
A "Szkoła nad obłokami" faktycznie istniała w latach 1938-61, z przerwą podczas okupacji, na osiedlu Niemcowa. Była to najwyżej położona szkoła w Polsce, budynek prywatny oddany na potrzeby szkoły, znajdował się na wysokości 1026 m n.p.m. Szkoła miała 4 klasy, a uczyły się w niej dzieci z pobliskich, górskich osiedli. W miejscu gdzie stała, jest teraz tablica pamiątkowa i pozostałości po fundamentach budynku.
Myślę, że załączone zdjęcia zachęcą Was do wędrówki tymi ścieżkami. Wybierzcie się tam kiedyś.
Kliknij tutaj, aby odebrać Sponsorowane Ogłoszenie.
Kategoria
Skontaktuj się z firmę
Strona Internetowa
Adres
Krosno
38-400