Berry

Berry

Udostępnij

House | Jackin' | Soulful | Funky | Disco | Garage
Booking: [email protected]

07/08/2026

Kieszonkowa konsola DJ z 2008 roku❓ WTF⁉️ 18 lat temu ten sprzęt zaskoczył wszystkich DJ'i 😮

21/07/2026

Jeszcze chwilę temu spotkanie 50-latka na klubowej imprezie mogło budzić zaskoczenie. Tymczasem scena klubowa, która od swoich początków wynosi na piedestał kult młodości, lada moment zostanie zdominowana przez osoby „w kwiecie wieku”. Nie ma w tym nic ani zaskakującego, ani dziwnego, ani złego. Zinternalizowany ageizm objawiający się pytaniami „czy mu/jej wypada?”, albo bardziej autorefleksyjnie „czy mi jeszcze wypada?”, odchodzi do lamusa. Dominująca obecność 40-50-latków na parkietach to naturalna kolej rzeczy i standard, do którego powinniśmy zacząć się przyzwyczajać.

Dlaczego? Według danych GUS, wiek przeciętnego Polaka wynosi dziś 44 lata. Tymczasem branża klubowa, od klubów po festiwale, zdaje się zaklinać rzeczywistość i budować ofertę oraz komunikację jak dla 24-latków, których w klubach i na festiwalach nie ma, a już na pewno nie ma ich choćby w połowie tak licznie, jak dzisiejszych 40- i 50-latków, którzy na imprezowanie po prostu mogą sobie pozwolić i nie chodzi tu wyłącznie o aspekt finansowy.

Biorąc pod uwagę fakt, że rozkwit europejskiej kultury klubowej nastąpił na szeroką skalę po upadku Muru Berlińskiego, ówcześni 20- i 30-latkowie będący wtedy dominującą grupą na imprezach, właśnie dobijają do 50-tki albo mają ją już za sobą. O ile część z nich z mniejszą lub większą intensywnością bawiła się jeszcze w kolejnych dekadach, o tyle gwałtownie rosnące grono ograniczało swoją obecność w klubach, głównie ze względu na prozę życia. Gdy praca, rodzina, dzieci i inne obowiązki stawały się priorytetem, na parkietach dokonywała się zmiana pokoleniowa i stylistyczna, a cykl ten powtarza się od tamtej pory regularnie, z pewną różnicą, która zachodzi właśnie teraz, gdy - na wzór odkopywanych z przeszłości gatunków - wracają również dawni klubowicze.

Wspomniani przed chwilą pierwsi klubowicze mający w okolicy roku 1990 od parunastu do 30 lat, są dziś dojrzałymi ludźmi, którzy w sporej mierze posiadają już samodzielne dzieci oraz stabilną sytuację zawodowo-majątkową. Jednak dzisiejsi 50-latkowie w niczym nie przypominają swoich rówieśników sprzed paru dekad. I tak, można napisać, że „40 to nowe 30” i tak dalej, lecz sprawa jest bardziej złożona.

Zmiany społeczne, w tym te dotyczące trybu życia, zdrowia, ale i obyczajów, sprawiły, że zarówno w zakresie wyglądu, jak i zachowań, współczesnym 50-latkom bliżej do 30-latków z lat 90. Nie ma w tym nic złego, lecz - co ogromnie ważne - wpływa to na paradygmat uczestnika życia towarzyskiego, w tym również klubowego, czego część branży zdaje się nie widzieć lub nie chcieć widzieć. To jednak dopiero wierzchołek góry lodowej, bo powodów, dla których pokolenia X i Y zdominują parkiety jest znacznie więcej.

Po pierwsze - wspomniane pokolenia były grupami, które najmocniej zafascynowały się kulturą klubową jako zjawiskiem relatywnie nowym, na swój sposób egzotycznym i niezwykle atrakcyjnym na tle szarej, post-transformacyjnej polskiej rzeczywistości. To właśnie te pokolenia tę kulturę nad Wisłą kształtowały - to wśród tych osób znajdują się zarówno pierwsi didżeje, dziennikarze, bookerzy, promotorzy, właściciele klubów, organizatorzy festiwali czy w końcu uczestnicy. Kultura klubowa jako forma rozrywki i swego rodzaju hobby nie miała wówczas dużej konkurencji, a i chęć utożsamiania się z konkretną subkulturą była znacznie mocniejsza wśród młodych niż dziś.

Zmiana tej sytuacji - nieporównywalnie większy wachlarz zainteresowań oraz ogólna ewolucja nawyków - stanowią część powodów, dla których współcześni młodzi, czyli „zetki” (a za parę lat pewnie i „alfy”), nie palą się do uczestnictwa w imprezach klubowych co ich rówieśnicy dwie lub trzy dekady temu, choć tych jest dziś nieporównywalnie więcej niż kiedyś, nie wspominając już o poziomie profesjonalizacji całej sceny i regularnej obecności w Polsce największych światowych gwiazd (abstrahując od najważniejszego faktu, czyli tego, że młodych niemal całkowicie „zagarnęła” dziś inna muzyka, a mianowicie hip-hop).

W dobie tak ogromnego wyboru, nawet niski próg wejścia do życia klubowego często nie jest wystarczającą pokusą. Ponadto - jak mówi stare porzekadło - „dzieci nie lubią bawić się w tej samej piaskownicy, co ich rodzice” (lub ludzie w ich wieku), więc skoro współczesne kluby i imprezy coraz częściej odwiedzają osoby 40-50+, to nic dziwnego w tym, że młodzi niekoniecznie mają tam czego szukać, niezależnie od tego jak bardzo zakłamywać ma to przekaz klubu forsowany na Instagramie czy TikToku. Oprócz kwestii czysto demograficznych, do głosu dochodzą różnice preferencji muzycznych - umówmy się, że klubów (nie dyskotek), w których 50-latek i 20-latek znajdą coś dla siebie na tej samej imprezie, jest niewiele lub w zasadzie ich nie ma.

Jak opisują to Beate Peter i Lisa Williams w pracy naukowej „One Foot in the Rave: Aging Ravers’ Transitions to Adulthood and Their Participation in Rave Culture”, powrót wspomnianych pokoleń X i Y na klubowe parkiety to również pokłosie tęsknoty za latami młodości, których namiastkę - po okresie ustatkowania życia i zmian z tym związanych - udaje się ponownie odzyskać. Uczestnictwo w imprezach może być substytutem podróży w czasie, zwłaszcza, gdy DJ serwuje znajomo brzmiące utwory, a przecież kultura recyklingu w muzyce elektronicznej ma się doskonale i cykliczne powroty do stylistyk sprzed dekad są zjawiskiem regularnym (co powiecie na jeszcze jeden come back gabberu, trance’u czy kolejny remiks „The Age Of Love”?)

Po drugie - wspomniany aspekt statusowy. 40- i 50-latkowie mający dziś dorosłe lub prawie dorosłe dzieci, mogą pozwolić sobie na powrót do rozrywek i życia towarzyskiego tym bardziej, że zarówno ich portfel, jak i zbiór życiowych doświadczeń, są zazwyczaj dużo obszerniejsze. Dla części z nich wyjście do klubu to jedyna forma, w jakiej decydują się uczestniczyć w sferze kultury i rozrywki - jedni jadą do Jarocina, drudzy do Łodzi czy Kołobrzegu. Tak było, jest i będzie, z tą różnicą, że średnia wieku na tych imprezach systematycznie rośnie i - ponownie - nie ma w tym nic dziwnego, skoro starszych przybywa, a młodszych niekoniecznie.

Na zjawisko, w którym dziedzinę życia kojarzoną z młodością, coraz częściej zawłaszcza pokolenie dojrzałych uczestników, zwracają uwagę Andy Bennett i Paul Hodkinson w książce „Ageing and Youth Cultures: Music, Style and Identity”. Dotyczy to nie tylko sceny klubowej, lecz również np. zamiłowania do muzyki rockowej, punka czy kultury goth - we wszystkich tych przypadkach odsetek osób będących bliżej wieku 40-50 lat niż 20 stale rośnie, co wydaje się być sprzeczne ze stereotypem związanym z chęcią silnej ekspresji i identyfikacji ze swoimi zainteresowaniami i przekonaniami. Jest w tym zjawisku jeden ważny element zasługujący na aprobatę - zanikanie wykluczenia ze względu na wiek czy dyskryminacji na tym punkcie. Ageizm w stylu „jesteś za stary, by się tu bawić” stał się postawą marginalną i zarezerwowaną dla dyskotek, do których nikt z odbiorców tego tekstu raczej nie chodzi.

Po trzecie - „kryzysy wieku średniego” i inne kwestie osobiste. Jedni cieszą się z faktu „odchowania” dzieci i możliwości powrotu do ulubionych form spędzania czasu, drudzy dopiero poznają siebie w końcu znajdując przestrzeń i narzędzia do tego, a jeszcze inni po latach walki o karierę zderzają się z samotnością i zaczynają na nowo uczyć się funkcjonować w społeczeństwie. Rozstania, rozwody, kryzysy osobowościowe związane z osiągnięciem pewnego wieku - część z dnia na dzień zaczyna uprawiać triathlon, drudzy udają się na drogi obóz mindfulness prowadzony przez znanego influencera, a inni wracają na klubowe parkiety.

Odradzająca się chęć bycia częścią czegoś większego np. partycypowania w życiu nocnym, lub po prostu potrzeba przynależności, która ma zaprzeczać temu, że „wypadło się z obiegu” - to tylko niektóre motywacje, które mogą stać za tym, by ponownie odwiedzać kluby lub wyjeżdżać na festiwale. Dodając do tego zmiany standardów nawiązywania relacji, w tym powszechność aplikacji randkowych, które dla dzisiejszych 50-latków niekoniecznie muszą być interesującą i wygodną alternatywą wobec klasycznego flirtu (by nie napisać „podrywu”), sprawiają, że impreza w klubie zdaje się być (znów) środowiskiem naturalnym, którego nieodłączną częścią są znajomości rodzące się tu i teraz: na parkiecie, przy barze, na afterze.

Po czwarte - zdrowie psychiczne i fizyczne. Tak, wiem, że to zaskakujące, ale paradoksalnie doczekaliśmy czasów, gdzie z jednej strony, dość klasycznie, stronienie od imprez uważane jest za przejaw zdrowego trybu życia, lecz z drugiej - ze względu na zmianę specyfiki samych wydarzeń - uczestnictwo w kulturze klubowej może być dziś utożsamiane z troską o siebie, a nie szkodzeniem sobie brakiem snu czy używkami.

Opublikowany właśnie artykuł Amy Fleming dla The Guardian jasno wskazuje na szeroki wachlarz korzyści z udziału w imprezach m.in. dla kobiet po 45. roku życia. Dziennikarka opisuje to nie tylko z punktu widzenia nauki, lecz przede wszystkim doświadczeń samych zainteresowanych. Badania University of Leeds wskazują, że największa grupa uczestników imprez klubowych, bo aż 82%, to długoletni raverzy mający za sobą ponad dwie dekady zabawy na parkietach. Zakładając, że są to osoby zaczynające swoją przygodę z clubbingiem w chwili wejścia w dorosłość, to dziś średnia ich wieku to około 40 lat.

We wspomnianym materiale Amy Fleming, autorka podpierając się badaniami Alinki Greasley, profesorki psychologii muzyki, wskazuje najważniejsze benefity wynikające z udziału w imprezach w fazie wejścia w tzw. wiek dojrzały. Forma integracji w opozycji do samotności, sposób regulacji emocji, a nie jedynie ucieczka od codzienności, inkluzywna przestrzeń, w której muzyka i taniec łączą ludzi bez względu na wiek, płeć czy status zawodowy, a do tego korzyści fizyczne i psychiczne: taniec jako forma intensywnego wysiłku, który podnosi poziom energii, a jednocześnie obniża napięcie czy niepokój, co jest szczególnie ważne dla osób wychodzących z kryzysów psychicznych, przeciążonych obowiązkami lub zmagającymi się ze zmianami wynikającymi z wieku.

Dodajmy do tego rosnącą ofertę imprez, które dziś możemy podzielić nie tylko ze względu na muzyczną stylistykę, lecz również rozróżnić na podstawie pory i miejsca odbywania się czy obecności lub nieobecności na nich substancji aktywnych (sober parties). Zmiany demograficzne postępują równolegle do rozwoju sceny jako ważnej części sektora rozrywki i kultury, stąd nic dziwnego, że w stale powiększającym się zbiorze propozycji, coraz więcej jest takich, które trafiają w gusta 40-50-latków, bo to właśnie ta grupa uczestników jest potencjalnie najliczniejsza i rośnie w zdecydowanie szybszym tempie i większej skali niż pokolenie Z i wkrótce alpha.

Choć z punktu widzenia marketingowego, młodość niezmiennie sprzedaje się najlepiej i utożsamiana jest z atrakcyjnością danego zjawiska, miejsca czy wydarzenia, to rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej. Zgodnie z danymi GUS przytoczonymi na początku, mediana wieku przeciętnego Polaka wynosi dziś 44 lata. Dla zobrazowania skali i tempa zmian - w 1990 roku były to 33 lata, a w 2010 38 lat. Coraz więcej gałęzi gospodarki, w tym także rynek kultury i rozrywki, zaczyna zdawać sobie z tego sprawę tworząc przekaz i ofertę dostosowaną do klienta reprezentującego najliczniejszą grupę wiekową, który to klient najczęściej - co wynika z kilku powyższych akapitów - dysponuje również największym zasobem czasu i środków, które może przeznaczać na przyjemności.

Niech zatem nie dziwi nas coraz częstszy widok osób w wieku 40, 50 czy nawet 60 lat na klubowych parkietach, bo - najzwyczajniej w świecie - to właśnie osób w tym wieku będzie najwięcej i wcześniej lub później sami zasilimy szeregi tego grona. Jak zmieni to obraz współczesnej sceny klubowej w Polsce? Czas - nomen omen - pokaże, bo z jego upływem nie wygra nikt, lecz każdy chce na nim zarobić, a przynajmniej nie stracić.

Tekst: Hubert Grupa

every end is a new beginning 05/07/2026

Idealny numer na niedzielny chill ☺️ I z takim fajnym przekazem... Wspaniałej niedzieli !

every end is a new beginning ReMan · every end is a new beginning · Song · 2026

02/07/2026

Wyobraźcie sobie: ciepły, lipcowy wieczór, magicznie rozświetlony rynek, chłodny koktajl w dłoni i idealnie płynący, house'owy bit... ✨🍸

Dokładnie taki klimat szykujemy dla Was już w przyszłą sobotę!

Zapiszcie w kalendarzach datę 4 lipca, bo w naszym ogródku startuje HOUSE Garden SESSION. O oprawę muzyczną zadba DJ Berry, serwując najlepsze sety w klimatach Deep i Vocal House. 🌿🎵

To będzie wieczór pełen świetnej muzyki, pysznego jedzenia i barowych rozmów do późna. Zbierajcie znajomych i wpadajcie łapać te letnie momenty. Wstęp oczywiście darmowy! 🙌

Z kim widzimy się przy barze? Oznaczcie towarzystwo w komentarzu! 👇


rynek w Pszczynie, garden party, pizza w Pszczynie, bar w Pszczynie

Chcesz aby twoja firma była na górze listy Firma Medialna w Katowice?
Kliknij tutaj, aby odebrać Sponsorowane Ogłoszenie.

Kategoria

Adres


Lotnisko 80
Katowice
40-271